Bóg nie zsyła chorób i cierpienia

„Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących.
Stworzył bowiem wszystko po to, aby było 
i byty tego świata
niosą zdrowie…” (Mdr 1,13-14)

Kiedy miłość uwidacznia się najbardziej? W cierpieniu – nie własnym, ale najbliższych. Kochające serce współcierpi i płacze z bezsilności, żalu i ogromnej troski.
Najbardziej szlocha wtedy, kiedy cierpi dziecko.
Wiele razy Synku, podczas Twoich trudnych chorób łzy spływały mi po twarzy. Przytulałam, głaskałam, modliłam się, nie spałam po nocach w czuwaniu chcąc być gotowa na każdy Twój sygnał, czy też potrzebę. Chciałam zabrać od Ciebie każdą chorobę. Wolałabym przyjąć to wszystko na siebie niż patrzeć jak cierpisz. Nie mogłam, chociaż zrobiłabym wiele, żebyś nie musiał zmagać się z chorobą. Bywało tak, że niemal fizycznie czułam ciężar Twojej słabości. Nie wiem jak to możliwe, ale tak już jest, że jeśli prawdziwie kochasz, to współcierpisz, a w sercu czujesz ogromny rozdzierający ból bezsilności.
Czy kiedykolwiek byłabym w stanie życzyć Ci choroby? Czy byłabym zdolna do tego,
żeby ukarać Cię w ten sposób za jakiekolwiek przewinienie…?

*
Bóg nie zsyła chorób i cierpienia. Nie można winić Go za to, że różne schorzenia przekreślają nasze plany, odbierają siły i niszczą zdrowie. On z nami jest w każdej chorobie, bo jest najdoskonalszym rodzicem. Trzyma za rękę, przytula, zsyła anioły. Trudno to zauważyć, gdy serce ściśnięte jest rozpaczą i strachem, ale to przecież nie znaczy, że Jego przy nas nie ma. Opiekuje się nami, jak każda kochająca matka i kochający ojciec. Nawet lepiej, doskonalej i bierze na siebie to, czego unieść nie potrafimy.
Bóg nie zamyka przed nami swojego serca, bo cały jest miłością, niewyobrażalnie większą niż może to ocenić nasza wyobraźnia. Choroba nie jest też karą za grzechy.
Gdyby tak było, zdrowie byłoby przypadkiem niezwykle rzadkim.

Bez nadziei na ciąg dalszy? Nie wiem…

Ten wpis został opublikowany w kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *