Bóg przychodzi również w ciszy

„…Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów” (Łk 11,1)

Wiem, że z kochaną osobą milczenie nie ciąży. Wystarczy przy kimś usiąść, popatrzeć jak myśli, pracuje, śpi i cieszyć się z tego, że jest. Ale jest taki rodzaj ciszy, który rani bardzo głęboko, zbyt mocno, żeby móc w niej trwać. To cisza zamknięcia przed kimś myśli.
W naszym życiu też bywają takie chwile, kiedy pojawiają się słowa, które pojawić się nie powinny. A po nich cisza. Ona boli. Boli tym bardziej, gdy rozrasta się i zdaje się nie mieć końca… taka namnażająca się pustka. To przychodzi powoli, skrada się właściwie niepostrzeżenie. Prawie dorosłe sprawy w nastoletnim życiu zaczynają skrywać się
pod zasłoną przemilczeń. Czasem określaną prawem do własnego życia,
a czasem tłumaczoną moją niezdolnością do zrozumienia.
Tak, każdy z nas ma prawo do własnych myśli i własnego życia, również do milczenia
i ciszy. Wielu rzeczy mogę dziś nie zrozumieć, ale wiele widzę i wiem, że cisza buduje mur, który odgradza nas od radości bycia razem. Każda dołożona cegła będzie wymagała kiedyś większego wysiłku, żeby go zburzyć, żeby się przełamać, otworzyć, albo zacząć na nowo.
Nie budujmy murów, nie odgradzajmy się ciszą. Dzielmy się nawet najtrudniejszymi sprawami. Rozmawiajmy w słowa wkładając siebie, swoje myśli, swoje serce, swoje sprawy
i wszystkie troski.

*
Bóg przychodzi również w ciszy. Czasem wystarczy usiąść i nic nie mówiąc „zapatrzyć się” w Niego. Ta cisza pozwala ukoić myśli, uspokoić uczucia, napełnić się miłością i nadzieją. Jest ratunkiem, zanurzeniem w Jego dobroci i niesłyszalną, kojącą rozmową serc.
Jest jednak również inny rodzaj ciszy – taki, w którym słyszymy tylko siebie. Pojawia się wtedy, kiedy chcemy sami radzić sobie z naszym życiem, z codziennością. Milczenie staje się bramą za którą skrywamy nasze i tylko nasze sprawy. Z naszych serc nie płyną żadne słowa. A Bóg czeka na rozmowę, na radość razem spędzonych chwil. Czeka na słowa,
w których opowiemy mu o sobie – jak dzieci.
Wielu przed nami składało swoje słowa do Boga w linijki modlitw, rządki wezwań litanii.
To były ich rozmowy. Ich myśli, słowa uwielbienia, prośby i skruchy. Mogą stać się one również naszą modlitwą, ale w rozmowie z Bogiem mamy być sobą. I w tym spotkaniu mamy stanąć w prawdzie codzienności. W swojej radości, smutku, może strachu, każdego dnia dziękując, przepraszając i prosząc słowami dziecka skierowanymi do Ojca.
Bóg czeka na rozmowę i chce żebyśmy również my jej chcieli, takiej prawdziwej
modlitwy serc.

cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Bóg jest miłością największą

„Wychwalam Cię, Panie, że rozgniewałeś się na mnie, lecz Twój gniew się uśmierzył i pocieszyłeś mnie” (Iz 12,1)

 Zbuntowane słowa, zarzuty, wyrzuty, skargi i uwagi na temat tego, co powinnam były
jak smagnięcia biczem. Czy byłam na to gotowa? Nie, miłość liczy na miłość. Wierzyłam,
że moje dziecko nie zada mi świadomie bólu. Przecież chciałam jak najlepiej, przecież dałam tyle ile tylko mogłam dać.
Moje kochanie… Wiem, że kiedy ktoś cierpi, to szuka winy w innych. I kiedy nie można poradzić sobie z życiem, najłatwiej zranić najbliższych. Ja to rozumiem. Ale wiem też,
że chociaż czasem kapią mi łzy i złość próbuje być najważniejsza, to jutro moja miłość do Ciebie będzie jeszcze większa. Nic nie może zmniejszyć jej siły. Nawet jeśli Tobie w chwili skruchy wydaje się, że nie masz do niej prawa, że nie zasługujesz, to pamiętaj – na miłość nie można zasłużyć. Po nią można przyjść, wtulić się w jej skrzydła, pozwolić, by dodawała sił i towarzyszyła w każdej chwili życia.

*
Bóg jest miłością największą. Nie ma większej. Stworzył nas z miłości, obdarzył nią
i każdego dnia w sposób nieskończony wylewa na nas swoje łaski. A my tak często,
jak zbuntowane nastolatki tupiemy nogami, obrażamy się i wiemy swoje. Krzyczymy,
że nie miał prawa, że powinien nas chronić, że to jest niesprawiedliwość, że… Brak nam wiary w dobre intencje Boga, w tę Jego miłość, która daje, chroni, towarzyszy i umacnia. Odwracamy się od Niego, zapominamy. A może też wydaje się nam, że nasze czyny przekreślają możliwość powrotu? Może to strach, może pycha, może lęk?
A wystarczy tylko przyjść, zawierzyć, oddać wszystko Jemu. Miłość i miłosierdzie Boże
nie ma sobie równych. Jeżeli umie przebaczyć człowiek, to czyż miałby nie umieć tego Bóg?

cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Bóg jest mądrością

„…Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci,
nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” Mt 18,3

Kiedy zacząłeś interesować się światem i wszystkim, co Cię otacza, zaczęło pojawiać się wiele pytań, na które nie znałeś odpowiedzi. Przybiegałeś do mnie z mnóstwem problemów, które były zbyt trudne dla Twojego poznania i pytałeś, pytałeś, pytałeś.
Każdy rodzic wie, że kilkuletnie pytania mają natężenie ruchu ulicznego w godzinach szczytu. Jest ich tak dużo i pojawiają się tak często, że mama, czy tata momentami nie mają już siły na odpowiedzi. Mimo wszystko próbują, tym bardziej, że widzą jak bardzo dziecko poszukuje odpowiedzi, jak silna jest potrzeba poznania. Najpiękniejszą nagrodą jest dla nich to, że dziecko słucha i wierzy. Wierzy nawet w to, czego kompletnie nie rozumie. Kiedy to się kończy? Kiedy pociecha przestaje wierzyć? Trudno uchwycić ten moment. Najpierw jest wątpliwość, później szukanie innych autorytetów, aż w końcu pojawia się kwestionowanie wiedzy i mądrości rodzicielskiej.
Tak było również z Tobą synku. Dziś szukasz własnych odpowiedzi. Bywa, że zarzucasz mi, że nie mam racji, że się mylę. W swej opinii Ty ją masz i Ty się nie mylisz. Wierzysz głównie w swoją mądrość, moją delikatnie kwestionując. Czuję się tak, jakbyś moją mądrość uważał za starą i niedzisiejszą.

*
Bóg jest mądrością. On zna odpowiedzi na wszystkie nasze pytania, choć czasem wydaje nam się, że pozostają one bez odpowiedzi. Tak naprawdę to jednak my mamy problem
z usłyszeniem wielu z nich. Te zaś, które słyszymy śmiało kwestionujemy. Przecież to właśnie my wiemy jak żyć i co jest dla nas najlepsze. To my znamy receptę na osobiste szczęście. A Boża mądrość? Może kiedyś niosła ze sobą światło, ale świat się zmienia
i stary Bóg wielu rzeczy nie rozumie…
Dorosła mądrość odbiera nam wiarę i ufność wieku dziecięcego. Boże pozwól nam być jak dzieci! Przywróć w nas bezwzględną pewność, że Ty jesteś mądrością, Ty wiesz najlepiej
i naucz słuchać Twoich odpowiedzi.

cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Bóg wie wszystko

„Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach?” (Mt 9,4) 

Mamo, skąd wiedziałaś? To pytanie zawsze wywoływało uśmiech na mojej twarzy. Zdradzałeś się tyloma znakami. Czekolada na ustach, mina „ja nic nie zrobiłem”,
czy unikanie mojego wzroku i konfrontacji były dla mnie sygnałami tak czytelnymi,
że po prostu wiedziałam. Nie pomagało nawet patrzenie mi prosto w oczy z miną „to nie ja”
i słowami „naprawdę”. Naprawdę to nie miałeś pojęcia skąd JA mogę wiedzieć takie rzeczy. Nie raz, nie dwa złościłeś się, kiedy odkrywałam to, co (według Ciebie) tak perfekcyjnie próbowałeś utajnić, te wszystkie małe i duże sprawki do ukrycia. Była to nawet pewnego rodzaju gra – Ty maskowałeś, ja demaskowałam, z szalą zwycięstwa mocno przechyloną
na moją stronę.
Z czasem stało się dla Ciebie oczywiste, że mama wie wszystko. A jeśli nie wie, to i tak się dowie. Bezbłędnie rozpoznawałam również sytuacje, w których coś Cię dręczyło. Wyczuwałam ból, którego jeszcze nie umiałeś nazwać i zauważałam to, czego inni nie widzieli. A jeśli nie widziałam, nie słyszałam, to czułam. Zrozumiałeś to i zawarliśmy pakt. Ty zawsze mówisz mi prawdę, nawet najtrudniejszą, a ja nie krzyczę, nie złoszczę się,
tylko próbuję zrozumieć. Bez „kazań” się nie obywało, ale nigdy nie było kary
za przyznanie się, za powiedzenie wszystkiego jak na spowiedzi.
To był dobry układ, o którym jednak tak łatwo zapomnieć w dorosłym życiu…

*
Bóg wie wszystko. Niby to takie oczywiste, a jednak. Często wydaje nam się, że On owszem, widzi nasze czyny, słyszy słowa, ale nasze myśli są już tylko i wyłącznie nasze. Zapewne dlatego, że są tak ulotne, że sami często nie zdążymy się do nich przywiązać? A może dlatego, że po ludzku myślimy, że tylko te zwerbalizowane są uchwytne?
Skrzętnie ukrywamy to, co chcielibyśmy ukryć i w przeświadczeniu o wielkim sprycie układamy w głowie własną „prawdę”. Ubieramy się w minę „to nie ja” i próbujemy zasłaniać się innymi osobami, zdarzeniami. Przez lata uczymy się udawać, że nic nie mamy na sumieniu. Wciąż jednak zapominamy, że przed Nim nie ma rzeczy zakrytych, jest doskonały również w swoim poznaniu. Bóg wie, co zrobimy zanim jeszcze zrobimy.
Nic nie pomoże nakrywanie głowy kocem, żeby być niezauważalnym. Bóg odczyta wszystkie najbardziej skryte myśli i odkryje wszystkie uczynki. Jednak nie dla kary,
ale po to, żeby zawrzeć z nami pakt. Wszak sam powiedział, że prawda nas wyzwoli.

cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Bóg na szczęście umie odmówić

„Tego, co ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale potem zrozumiesz” (J 13,7)

Chciałam dać Ci wszystko, co tylko mogłeś sobie wymarzyć. Niemal zgadywałam Twoje pragnienia. Czując, że możesz prosić prawie o wszystko, prosiłeś. Gdy nie mogłam spełnić prośby – pojawiał się żal, nawet czasem nawet bunt z Twojej strony. A we mnie smutek,
że nie sprostałam Twoim oczekiwaniom.
Z czasem nauczyłam się, że prawdziwa miłość musi umieć odmówić. Tylko tak kształtuje serce i ducha, uczy pokory, szacunku i niejednokrotnie ratuje. Tak, ratuje. Musiałam trochę uodpornić się na Twoje „błagam mamo, zgódź się”, bo wiedziałam, że moja zgoda może doprowadzić do złych sytuacji, niekiedy niebezpiecznych. I kiedy Twoja dziecięca nieroztropność podpowiadała Ci szalone pomysły, ja musiałam powiedzieć „stop”.
Z miłości. Musiałam zabronić, zatrzymać Cię, bo wiedziałam, jaki będzie skutek,
tak jak wiedziałam, że włożenie ręki do ognia przyniesie ból. Ty wtedy jeszcze nie. Wiedziałam, że na niektóre rzeczy musisz jeszcze poczekać, a innym trzeba zapobiec,
bo mogą Cię skrzywdzić nieodwracalnie. Wtedy interweniowałam i nawet nie liczyłam
na zrozumienie, raczej na zaufanie. Z nadzieją, że na zrozumienie przyjdzie jeszcze czas.

*
Bóg na szczęście umie odmówić. Nawet, jeśli wydaje się nam, że to, o co prosimy jest
dla nas najlepsze i konieczne. Nie znamy przyszłości, która może nieść ze sobą inne drogi, cele niż te, które widzimy dziś. Piotr, którego oburzenie wobec gestu obmycia mu nóg przez Pana wynikało z patrzenia tu i teraz nie rozumiał, jaki jest Boży plan. I choć nic złego w jego późniejszej prośbie o obmycie rąk i głowy nie było, to jednak nie mogło się
to wydarzyć. Nie taki był Boży plan.
Bóg wie najlepiej, jak odpowiedzieć na prośby swoich dzieci i kiedy powiedzieć „stop”. Czasem wydaje nam się, że z niewzruszoną miną słucha naszych błagań, kiedy nam przecież tak bardzo zależy. Buntujemy się i litania naszych zażaleń wciąż się wydłuża,
bo przecież, jeśli nas kocha, powinien wysłuchać i spełnić prośby, które dla nas tu i teraz
są tak ważne. On jednak z wszechwiedzącą mądrością i cierpliwością czeka. Być może jeszcze nie jesteśmy gotowi na to, o co prosimy, a może będzie dla nas lepiej, jeśli nasze prośby jednak się nie spełnią? Musimy mu zaufać. I mieć tę świadomość,
że niejednokrotnie dzięki Jego interwencji, dzięki tym „przeszkodom”, które stawia na naszej drodze uniknęliśmy wielu przykrości i upadków. Czasem wystarczy tylko spojrzeć wstecz na niektóre nasze wcześniejsze prośby, żeby dostrzec, że nie to jest dobre,
co wydaje się nam być dobre, ale to, co jest w zamyśle Boga względem nas.
Nawet jeśli dziś tego nie rozumiemy, to powinniśmy po prostu zaufać.

Cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | 1 komentarz

Bóg nie czeka na wielkie gesty

„A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1.31)

Pierwsza laurka, jaką od Ciebie dostałam była dla mnie cudem nad cudami.
Kilka krzywych kresek, w które włożona była cała miłość stało się źródłem wielu wzruszeń
i olbrzymiej wdzięczności za ten prezent. Cenieni artyści nie dostrzegliby w tym rysunku arcydzieła. Ja jednak widziałam. Zawarte w nim było przesłanie bezwzględnej miłości
i dziecięcego oddania. Dostałam to, co akurat mogłam dostać. Nie mogły to być perły
i złoto, bo ich nie miałeś. Nie mogłeś w prezencie wysprzątać mieszkania i przygotować kolacji, bo jeszcze tego nie umiałeś. A jednak dałeś mi radość i dumę z tego gestu,
z chęci, z miłości, którą zostałam obdarowana.
Twoja miłość rosła wraz ze zrywanymi kartkami kalendarza. Wciąż przytulała się i dawała buziaki. Tak za nic i zapewne za wszystko. Obdarowywała czułością wpychając się wciąż na moje kolana. Bezinteresowna miłość wyrażająca się adoracją i uwielbieniem okazywanym
w tak prostych i czytelnych gestach. Czegóż chcieć więcej od dziecka?
Z czasem ta coraz starsza Miłość zaczęła kalkulować, oceniać sama siebie i wstydzić się pewnych gestów. Krytykowała swoje dzieła, swoje wysiłki, tracąc wiarę w to, że można zachwycać się nawet niedoskonałością. Można. Mam nadzieję, że kiedyś uwierzysz,
że kiedyś sam to odkryjesz.

*
Bóg nie czeka na wielkie gesty. Nie musimy być najmądrzejsi, najzdolniejsi, najbardziej wierzący, najbardziej pokorni żeby nas kochał. Każdy gest, każda krzywo narysowana laurka jest dla niego radością, jeśli tylko kreska rysowana jest z miłością. On wie, na ile nas stać i nie oczekuje w danej chwili niczego więcej. Nasze intencje liczą się wielokroć bardziej niż końcowy efekt. Jeśli nie wszystko wychodzi? Bóg najlepiej wie, jak bardzo jesteśmy słabi i nieudolni. Jak mocno musimy się starać, żeby rysować prosto i nie pozaginać rogów kartki, którą nam dał. On umie docenić nasze intencje i zapewne cieszy się o wiele bardziej niż każda mama z nie do końca czasem udanych prób stworzenia idealnego rysunku. Kocha nas nawet, a może przede wszystkim w naszych niedoskonałościach, ciesząc się, kiedy mimo upływu lat wpychamy się na Jego kolana. On kocha w nas dzieci,
którymi dla Niego nigdy nie przestajemy być.

Cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | 2 komentarze

Bóg wie, jak trudne są nasze drogi

„Jahwe zaś rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia
z przyjacielem” (Wj 33,11)

Patrzyłam, jak dorastasz. Widziałam, jak uczysz się chodzić, wypowiadasz pierwsze słowa. Przyglądałam się próbom zdobywania świata i wiedziałam, że czeka Cię wiele upadków
i wiele siniaków. Mimo mojej troski o Ciebie i współodczuwania z Tobą każdego bólu, wiedziałam, że to jedyna droga do nauczenia się przez Ciebie życia, do zdobycia obranego celu. Nie mogłam zabrać Ci bólu i poczucia porażki. Nie mogłam usuwać wszystkich kamieni, które leżały na Twojej drodze, bo to Twoja droga, Twoje mierzenie się
ze słabościami. Jednak moja matczyna miłość cierpiała za każdym razem szukając sposobu, żeby było Ci łatwiej.
Wiedziałam, jak łagodzić trudy, którą drogę omijać, czego unikać i jakie wartości uczynić niezbywalnymi. Chciałam Ci to wszystko przekazać. Chciałam uzbroić Cię w siłę pomagając zrozumieć rzeczy ważne. Uczyłam szacunku, miłości do świata. Pokazywałam, wyjaśniałam
i stawiałam na Twoich ścieżkach drogowskazy. Mówiłam, co wolno, czego nie.
Moje wskazówki nie miały być systemem nakazów i zakazów. Miały być wskazaniami,
jak żyć, żeby nie wyrządzić szkody nikomu – ani sobie, ani innym.
Chciałam, żeby doprowadziły Cię do szczęścia.

*
Bóg wie, jak trudne są nasze drogi. Zna każdy nasz krok i wie, że mimo dobrych chęci, mimo odwagi i siły, jaką w sobie czujemy, często nie dajemy rady. Potykamy się o własne błędy i upadamy, by później wciąż na nowo szukać właściwych dróg. Wie jak często leczymy zranienia i płaczemy z powodu pomyłek, i jak trudna jest ta nasza wędrówka.
Jego miłość na każdym rogu, na każdym zakręcie porozstawiała nam drogowskazy.
Mówią one którędy iść, jak postępować, jak kochać i co w życiu jest najważniejsze.
On – nasz Ojciec wie, że wsłuchanie się i zapatrzenie w Jego przykazania nie utrudni,
ale ułatwi wędrówkę przez życie.   Nie są one stawianiem nam barier, systemem zakazów
i ograniczeń. Nie odbierają radości życia, ale uczą jak być szczęśliwym i szczęście dawać innym. Przykazania powstały z miłości do nas, a Bóg mówi do nas jak przyjaciel.

cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | 1 komentarz

Bóg zaplanował mnie i Ciebie

„Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię” (Jr 1,5)

Zanim jeszcze mogłam realnie o Tobie pomyśleć, już Cię znałam. Szukałam Ciebie w mojej przyszłości, choć nie znałam jeszcze daty Twoich narodzin. Już wtedy wiedziałam,
że będziesz moją ogromną miłością i snułam plany. Choć mogłam tylko marzyć,
to wyobrażałam sobie, kim będziesz. Widziałam Cię tak pięknie, jak można widzieć tylko sercem. Ciebie – moje dziecko, obdarzone urodą, talentami, uznaniem. Szczęśliwe
i spełnione. Szukałam dla Ciebie imienia i budowałam plan życia usłanego różami.
Już wtedy wiedziałam, że chociaż jesteś ciałem z mojego ciała, to muszę Cię poświęcić. Ciebie, czy siebie? Wiedziałam, że moja miłość ucierpi i w tym cierpieniu będzie jeszcze bardziej wzrastać. Będzie się topić z tęsknoty i oczekiwania. Będzie się karmić nadzieją,
bo pewnego dnia obierzesz własną drogę. Szlak, którym chcesz iść dalej – Ty moje ukochane dziecko. Moja miłość tym bardziej będzie Ci towarzyszyć. Zawsze i wszędzie,
z daleka i z bliska.
*
Bóg zaplanował mnie i Ciebie. W Swej miłości zamarzył o nas i ukształtował najpiękniej
jak potrafił. Zaopatrzył w talenty, siłę, odwagę. Obdarował niebiańskim pięknem
i miłością, która nie ma granic. Zapragnął dać nam wszystko, co tylko można dać ukochanemu dziecku. Chciał dać nam szczęście. Wiedział jednak, że szczęśliwi będziemy wtedy, gdy da nam wolność, pozwoli pójść własną drogą. On zna tę drogę i w swej doskonałej miłości mimo wszystko pozwala nam nią pójść, choć tęskni i czeka.
A naszej wędrówce zawsze i wszędzie towarzyszy Jego miłość.

cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | 2 komentarze

Próbuję być teologiem

„Każdy, kto kocha Boga, jest przynaglony, by stać się w pewnym sensie teologiem”.
Benedykt XVI

Ciężko zrozumieć filozofię Pana Boga. Trudno też naprawdę uwierzyć w Jego niepojętą miłość. Wiem, że kocha, ale… No właśnie – wciąż mam jakieś „ale” i wciąż usiłuję przekonywać Go, że prawdziwa miłość tak nie wygląda, że gdyby naprawdę mnie kochał,
to nie pozwoliłby na mój ból, cierpienie, łzy, osamotnienie, potknięcia, upadki. Według mojej filozofii, kiedy się kogoś kocha, chce się jego dobra tej.

Dlatego próbuję zgłębić tę Bożą miłość i przełożyć ją na mój ludzki, niedoskonały sposób myślenia. Próbuję zestawić ją z moją miłością, również niedoskonałą a jednak wielką do tych, którzy są mi najbliżsi. Szukam dróg zrozumienia Bożej miłości po to, żeby ją docenić
i nigdy już nie kwestionować. Również po to, żeby umieć o niej mówić, dzielić się z tymi, którzy jej szukają. I w pewnym sensie, przynaglona wskazaniem Benedykta XVI próbuję być teologiem.

cdn.

 

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | 2 komentarze

Dla Theofeel’a

Drogi Theofeel’u 😉 dziękuję za publikowanie moich „u”tworów

http://theofeel.pl/index.php/tekst/opinie/57-opinie/4239-2016-12-05-01

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj