Upomnienie to nie potępienie

„Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy.
Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą
jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków
opierała się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi”

Spotkałam w swoim życiu dziewczynkę, której droga była dość kamienista.
Odebrana niewydolnym wychowawczo rodzicom, zamieszkała w placówce opiekuńczo-
-wychowawczej. Było w niej z tego powodu dużo buntu, który z czasem narastał.
Pojawił się alkohol, używki, papierosy. Nastolatka unikała szkoły i prezentowała postawy, które mocno odbiegały od ogólnie przyjętych norm społecznych. Zagrożenie demoralizacją było ogromne, więc postanowiono zmienić jej środowisko wychowawcze. Przeniesiono dziewczynkę do innej placówki. I tam powoli zaczęła ona zmieniać swoje postępowanie. Zaczęła regularnie uczęszczać do szkoły, poprawiła oceny, przestała palić. Skończyły się samodzielne eskapady bez zezwolenia opiekunów i powroty nad ranem, pod wpływem alkoholu. Dlaczego? Co takiego się stało, że panna zawróciła z poprzedniej drogi? Zapytałam ją o to.
Dowiedziałam się, że w nowym miejscu nareszcie poczuła, że komuś na niej zależy. Wcześniej czuła się tak, jakby jej postępowanie nikogo nie martwiło. Popełniała błędy,
o których nikt z nią nie rozmawiał. Owszem, były one piętnowane, ale na szerszym forum
i poddawane publicznej ocenie. Wytykane palcami i ośmieszane. Nikt nie poświęcał jej czasu, by z miłością i troską pomóc tych błędów unikać. Nie mogła liczyć na zrozumienie, więc zamiast upominania było potępianie.

Tak, braterskie upomnienie może przemienić się w potępienie, jeśli braknie miłości
i prawdziwej chęci pozyskania brata. Odwrócenie zaś kolejności, czy też pominięcie tego pierwszego spotkania w cztery oczy może przynieść szkodę nie tylko w relacjach, ale być przyczyną czyjegoś zagubienia.

Ten wpis został opublikowany w kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *