Opiekun zmęczonych

Dzisiaj jak strzała wbiły się w moje serce słowa „… i wypocznijcie nieco”. Jezus widzi zmęczenie apostołów. Odsyła ich więc, żeby mogli odpocząć. Ale widzi też śpieszące
za apostołami tłumy, chcące słuchać nauk przez nich głoszonych. Przejmuje dzieło podjęte przez swoich uczniów i nie zabierając im chwil odpoczynku sam naucza.

*

(Mk 6, 30-34)
Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco”.
Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na pustkowie, osobno. Lecz widziano ich odpływających.
Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich wyprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce
nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach
.

*

Kiedy więc zmęczenie odbierze Ci siły, kiedy zdziałasz wszystko, co możesz – nie martw się, tylko opowiedz Mu o tym. A potem idź odpocząć. Świat się nie zawali, bo On Cię wyręczy
i zaopiekuje się Twoimi sprawami.Weźmie na siebie wszystko to, co za Tobą biegnie,
co Cię wyprzedza – wszystko to, co niedokończone i to, co miałoby Cię zbytnio wyczerpać.
Pozwól Mu zaopiekować się Twoim trudem – tym, na który być może nie masz już siły
i uwierz, Twoje sprawy są w dobrych rękach.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

To naprawdę smutne

„To smutne, że głupcy są tak pewni siebie

a ludzie mądrzy tak pełni wątpliwości.”

Bertrand Russell

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Z nich zaś największa jest miłość

Synku, nie chcesz mojej pomocy, choć wiem jak jest Ci ciężko. Chcesz sam zapanować nad swoim życiem. Rozumiem. Wiem, że tego też musisz się nauczyć – radzenia sobie
w trudnych momentach. Ale serce mi się kroi, kiedy na to patrzę. Stoję z bezradnie rozłożonymi rękoma i czekam na moment, w którym pozwolisz mi na działanie.
Nie wiem, czy będę umiała zaradzić Twoim kłopotom. Być może nie, ale chcę, żebyś czuł, że nie jesteś sam. Chcę dać Ci moje wsparcie. Chcę dać Ci odrobinę mojego doświadczenia, inny rodzaj spojrzenia. Marzę o tym, żebyś chciał wtulić się w moje ramiona. Możesz płakać, możesz się złościć i krzyczeć na cały świat. Ale pamiętaj,
że ja to przyjmuję. Wysłucham i po prostu przytulę. Tylko na to pozwól.
Nie wkroczę w Twoją wolność. Po prostu powiem to, co może Ci pomóc. Pokażę kierunek, podzielę się doświadczeniem. Możesz to przyjąć, ale nie musisz. Masz prawo swoje decyzje podejmować sam.
Proszę jednak, uwierz, że to, co powiem wynika tylko i wyłącznie z troski o Ciebie.
Jest moją miłością. Posłuchaj, wysłuchaj, usłysz i działaj. Po swojemu. Ale jeśli nie wyjdzie, jeśli się nie uda, to pamiętaj, że nie ma to dla mnie znaczenia. Nie ma znaczenia to, że zrobiłeś inaczej niż zrobiłabym ja. To jest Twoje życie. Ale to jest też moja miłość. Jeśli tylko zechcesz, pomogę. Jeśli tylko zapragniesz będę. Powiedz tylko słowo…
… dam Ci tyle ciepła ile mogę. Dam to, co mam. Po prostu przyjdź i pozwól mi z Tobą być w twoich zmaganiach, troskach i wątpliwościach. Uwierz i zaufaj, że nie musisz spełniać moich oczekiwań, żebym Cię bezgranicznie kochała.
A jeśli kiedykolwiek moją złą miną czy ostrzejszym słowem pozwolę byś pomyślał inaczej, przepraszam. Miłość jest silniejsza niż złość i wygrywa z nią po kilku chwilach.
Mama

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

„Nie holuj smutku za sobą…”

„Wczoraj do Ciebie nie należy,
Jutro niepewne,

Tylko dziś jest Twoje…” J.P. II

Cieszyć się każdym dniem, każdą chwilą a w przyszłość patrzeć z nadzieją.
Nie rozdrapywać ran, bo problemy żyją tak długo, jak je karmimy. Być przyjacielem
dla siebie i mieć oczy szeroko otwarte, żeby widzieć wokół dobro, które jest mniej krzykliwe i medialne niż zło. Każdego dnia dziękować za to, co mam (a mam przecież
tak wiele) i pamiętać o tym, że chociaż całego świata nie uleczę z ran, to mam szansę
i mam możliwości, żeby pomóc tym, którzy pojawią się na mojej drodze.
Chcę dzielić się swoją nadzieją i dawać uśmiech smutnym sercom…

Tego właśnie życzę sobie na ten rok.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Boże przyjście

Minęło.
Radosne Boże Narodzenie już za nami. Był świąteczny stół, była Pasterka i głośne
„Bóg się rodzi”. Kilka dni temu On się narodził, przyszedł na świat, jak mówią ewangeliści.
Czy przyszedł do mnie? Czy przyszedł „bardziej” niż rok temu?

Wiecie kiedy najbardziej poczułam, że przychodzi? Kiedy całkiem niedawno, leżąc
w szpitalu o wpół do szóstej rano (dla mnie to środek nocy) usłyszałam głos księdza:
„czy ktoś chce przyjąć Pana Jezusa?”. Nieśmiało podnosiły się głowy znad poduszek,
kiedy padły kolejne słowa: „proszę nie wstawać, przyjdziemy”.
I Pan Jezus przyszedł – prosto do szpitalnego łóżka. Tak właśnie przychodzi.
Bez świecidełek, przepychu, pełnego stołu. Nad ranem, po cichu, do zaspanego człowieka…

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Adoracja

Znalazłam ten obrazek w sklepie ze starociami. Wciśnięty między inne, w stosie ramek,
zdjęć i przeróżnych fotografii nie wyglądał atrakcyjnie. A jednak przykuł moją uwagę – na
chwilę. Odłożyłam go na półkę, gdzie spędził zapewne już jakiś czas i wróciłam do domu.
Nie mogłam jednak przestać o nim myśleć i kiedy tylko nadarzyła się okazja, wróciłam.
Czekał. Prawdę powiedziawszy odetchnęłam z ulgą, zapłaciłam i zabrałam go do domu.
To była bardzo dobra decyzja.
Teraz patrzę na niego codziennie i wciąż nie mogę się nadziwić, jak bardzo mnie przyciąga. Ma w sobie coś, jakiś sekret. Po raz pierwszy widzę tak przedstawionego Jezusa i jest
w tym obrazie tyle uczucia – miłości, zaufania, oddania i delikatności.
Ten gest przytulenia się do Niego w momencie, kiedy daje się nam cały…

Nie wiem, kto jest autorem tego obrazka, ale dziękuję mu. Za wszystkie moje zamyślenia
i chwile, kiedy patrząc na ten obrazek czuję, jak wyrównuje się oddech, opada napięcie
i odpływa stres.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Madonna dla mamy

Ta niedziela nie była łatwa. Kiedy na kazaniu ksiądz powiedział, że to rodzice są po Bogu pierwsi i najważniejsi oraz że to oni kształtują nas na całe życie pomyślałam: „proszę, tylko niech ksiądz nie mówi, że bez ich obecności nie może być dobrze”.
Powiedział. Nie tymi słowami, ale powiedział. A ja próbowałam odgadnąć, co czują „moi” chłopcy. Chłopcy, którzy spędzają kolejne dni i noce bez rodziców.

Po powrocie z kościoła młodszy zadzwonił do mamy. Przez półotwarte drzwi kuchni patrzyłam jak siedzi na środku korytarza zawinięty w koc. Taka mała bieda, opowiadająca po raz kolejny swojej półprzytomnej, trochę (albo i bardzo) wczorajszej mamie, że źle się czuje. Nie mogli się porozumieć. Cóż, nie ta percepcja i nie ta sama trzeźwość umysłu… Mimo, że tak jakoś im się nie kleiło, to chłopiec nie odpuszczał. I nagle stało się coś, co rozłożyło mnie na łopatki. Ścisnęło mnie za gardło, w oczach stanęły mi łzy, kiedy nagle usłyszałam, jak do słuchawki płyną dziecięcym głosem dedykowane słowa „Czarnej Madonny”.

„Madonno, Czarna Madonno, jak dobrze Twym dzieckiem być…”

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Słowa jak miód

– „Miała Pani rację”
– Nie rozumiem…
– „Zatęskniłem”.

Dla takich chwil warto żyć!!!

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Słowa jak drogowskazy

Kolejne dni moich wątpliwości, poszukiwań i ćwiczenia się w cierpliwości.
Ciągle uczę się, jak postępować w sytuacjach trudnych, kiedy mój podopieczny doprowadza moją krew do wrzenia i kiedy po prostu mam ochotę wrzasnąć pełnym gardłem pokazując, kto tu rządzi.
Wiem, że jego trudna przeszłość określa jego teraźniejszość, że nie potrafi radzić sobie
z wieloma sprawami i z własnymi emocjami. Rozumiem, że jego dzieciństwo było tak naprawdę szkołą przetrwania i samodzielnym dochodzeniem do tego, kim jest dzisiaj
ale w niektórych momentach bierze górę moja słabość i zwykła ludzka bezradność, z którą nie umiem sobie poradzić.
Ostatnio też tak było. Stając twarzą w twarz z nastoletnim uporem i agresją, której źródło nie do końca było w tym momencie jasne, myślałam tylko o tym, jak przetrwać kolejny egzamin nie dając po sobie poznać tego, co działo się w mojej głowie. Nie było łatwo. Powietrze musiało chyba uchodzić uszami, bo inaczej pękłabym i rozpadłabym się na drobne kawałki. Moje myśli dalekie były od łagodnych, ale w tyle głowy na szczęście cały czas miałam myśl „to jest dziecko. BARDZO skrzywdzone dziecko!”
I wtedy przypomniałam sobie, że przecież ten młody człowieczek po prostu nie umie wielu rzeczy, które chciałabym, żeby umiał. Nie rozumie dlaczego to nie on decyduje o swoim tu
i teraz oraz o każdym kroku w przyszłość. Miota się jak zamknięte w klatce zwierzątko
i wciąż szuka dla siebie sposobu na przeżycie tak trudnych dla niego chwil.
A mimo tego, są momenty, kiedy próbuje życ tak, jak tego od niego oczekujemy. Stara się, robi postępy. Duże? Nie, niewielkie ale jednak.
I kiedy opadły już emocje (głównie moje) i kiedy tylko rozpaczliwy głos we mnie prosił „Boże pomóż”, po raz kolejny stał się cud. Bo tylko tak mogę to nazwać. Przeczytałam takie oto słowa:
„Kiedy ktoś ma złe skłonności, aby iść w stronę dobra musi iść pod prąd. Nie uda mu się, gdy będzie zupełnie sam.[…] Wy mu nie pomagacie. Biedak płynie zupełnie sam i ociera się o mielizny, osiada na nich, wplątuje się w pływające gałęzie, dostaje się w wiry. Gdyby mierzył dno (dopisek z wcześniejszej treści: żeby nie osiąść na nim) nie mógłby jednocześnie trzymać ani steru, ani wiosła. Dlaczego więc wytykacie mu, że nie posuwa się naprzód? […] To nie jest słuszne.”
Uderzyła mnie ta treść. Trafiła prosto w serce. Zrozumiałam, że jeszcze wiele razy może zawrzeć we mnie krew, ale moją rolą jest trwanie, towarzyszenie, bycie obok cudownie nazwane przez Jana Bosco asystencją. Bo jeśli tak ciężko jest iść  w stronę dobra z opiekunami, jeśli nie zawsze się to udaje, to jak ciężko musi być iść samemu?
I jeszcze jeden cytat, odnaleziony w tym samym czasie: „Wy go zostawiacie samego.
Nie bądźcie dla niego sędziami. Nie jest gorszy niż tylu innych. Jest tylko bardziej rozpieszczony… i to od dzieciństwa”.
Boże, to prawda – rozpieszczony od dzieciństwa – toksyczną, niedojrzałą, zatruwającą „miłością”.

 

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Proś o to, co mam ci dać

Od wielu dni zamęczałam się myślami, jak mam postępować? Jak rozwiązywać problemy, które narastają i przyklejają się jedne do drugich niczym kolejne płatki śniegu do śnieżnej kuli?
Szukałam rozwiązań, które nie odbiorą mi siły i miłości do pracy. Ale też takich, które nie pozbawią nadziei chłopca, który stracił już zbyt wiele.
Szukałam i czułam, że drepczę w miejscu. Zupełnie nie miałam pomysłu jak działać, żeby wyciągnąć go buntu, niechęci, złości a nawet agresji i  żeby nie skrzywdzić go jeszcze bardziej. Życie przecież  odebrało mu zbyt wiele i postawiło go przed wyzwaniem, z którym mnie samej byłoby ciężko się zmierzyć.
Starałam się nie stracić tej maleńkiej cząsteczki zaufania, która rodziła się z jego strony i tej nici sympatii, która nie była jeszcze na tyle mocno utkana między nami, żeby mogła przetrwać szalejące od jakiegoś czasu burze.
Nie było łatwo. Powiem więcej – momentami było koszmarnie trudno. Potrzebowałam kogoś, kto mógłby powiedzieć mi jak mam postępować, bo wiedziałam, że chociaż jak czołg będę szła dalej, to również tak jak czołg mogę po drodze zniszczyć to, co kiełkowało.

I kiedy tak męczyłam się z natłokiem myśli i chwilami bezsilności, przyszło rozwiązanie, pierwszym niedzielnym czytaniu. Najprostsze i najpewniejsze z możliwych.
(1 Krl 3,5.7-12)
„W Gibeonie ukazał się Pan Salomonowi w nocy, we śnie. Wtedy rzekł Bóg: Proś o to, co mam ci dać. […] Racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny? Spodobało się Panu, że właśnie o to Salomon poprosił. Bóg więc mu powiedział: Ponieważ poprosiłeś o to, a nie poprosiłeś dla siebie o długie życie ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół, ale poprosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, więc spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie.
I już się nie martwię…

 

 

 

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj