Postanowienie

Wielki P­­ost się zaczął a ja wciąż próbuję zadać sobie zadanie. Szukam pomysłu na wielokpostne postanowienie. Myślę nad tym już chwilę i nic. Słodycze odpadają,
bo to trochę nie bardzo po raz kolejny podejmować trud, który podejmują małe dzieci.
A ja przecież jestem już bardzo dużym dzieckiem i powinnam zawalczyć o coś więcej. Zresztą, czy to naprawdę byłoby wyrzeczenie,
czy raczej dieta cud?
Myślę, myślę i nawet uciekam się do przypomnienia sobie, że przecież mam magistra
(to taki rodzaj żartu, którym ktoś mnie ostatnio rozbawił). Ale poważnie mówiąc, czuję,
że chcę… Bardzo chcę w tym Wielkim Poście podjąć trud, który byłby nie tylko moim umartwieniem, ale i darem dla Niego.
I jeszcze, żeby ten mój wysiłek zaowocował czymś, co pomoże mi ulepszyć i umocnić siebie.
Tak marzy mi się, żeby te czterdzieści dni było nie tyle tylko wyrzeczeniem, co wielbieniem
w wytrwałości. Żeby coś, co postanowię było początkiem drogi, która będzie umacniała się z każdym kolejnym upływającym dniem Wielkiego Postu. I nie zakończy się.
Będzie prowadziła mnie dalej.
I wymyśliłam. To przyszło jak olśnienie. Nie jak burza, ale jak delikatny powiew
i muśnięcie policzka. I jak uwielbiana przeze mnie delikatna morska bryza.
Postanowiłam, że będę z całych sił starała się być dobra dla ludzi. Lepsza niż jestem,
bo dobroć to chyba jeszcze daleka droga.
Porozstawiam sobie wokół znaki, które będą przypominały mi: nie warcz! Nie oceniaj!
Nie krytykuj! Nie obmawiaj! Nie plotkuj! I takie, które otworzą moje „szeroko zamknięte” oczy: zobacz, on cierpi! Popatrz, potrzebuje twojej pomocy! Zatrzymaj się zauważ ten ból
i zagubienie!
Postanowiłam. Zaczynam już dziś, teraz i sama za siebie trzymam kciuki.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Będąc wychowawcą…

A taki tam epizodzik…

Wchodzę do pokoju dziewcząt i widzę dwa zawijasy szyjno-szalikowe. A w pokoju temperatura ok. 23 stopni, więc z troską pytam, co się stało?
– Boli mnie gardło – odpowiada młodsza szalikowa postać.
– Mnie też – w bólu solidaryzuje się siostra.
– Ok, zadzwonimy do mamy i zapytamy, jak sobie poradzić z waszymi gardłami. Może kupimy jakieś pastylki do ssania…
– My mamy coś lepszego, proszę pani. Spirytus.
Zamarłam. Umarłam. Zesztywniałam.
– Co macie?! – Moja wyobraźnia podpowiadała mi najdziwniejsze obrazy wraz z paragrafami za niedopilnowanie nieletnich. Musiałam mieć koszmarnie głupią minę,
bo zatroskane szaliki szybko zaczęły tłumaczyć mi, o co chodzi.
– No spirytus, do smarowania, proszę pani. Trzeba nasmarować gardło i zawinąć szalikiem. Mama zawsze nam tak robi jak boli gardło i teraz też kazała.
Zmartwychwstałam, bo na szczęście chodziło o smarowanie zewnętrzne.

Kochani rodzice!!! Błagam, dzieci + zimowisko + spirytus, to nie do końca dobry pomysł.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Bóg nie zsyła chorób i cierpienia

„Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących.
Stworzył bowiem wszystko po to, aby było 
i byty tego świata
niosą zdrowie…” (Mdr 1,13-14)

Kiedy miłość uwidacznia się najbardziej? W cierpieniu – nie własnym, ale najbliższych. Kochające serce współcierpi i płacze z bezsilności, żalu i ogromnej troski.
Najbardziej szlocha wtedy, kiedy cierpi dziecko.
Wiele razy Synku, podczas Twoich trudnych chorób łzy spływały mi po twarzy. Przytulałam, głaskałam, modliłam się, nie spałam po nocach w czuwaniu chcąc być gotowa na każdy Twój sygnał, czy też potrzebę. Chciałam zabrać od Ciebie każdą chorobę. Wolałabym przyjąć to wszystko na siebie niż patrzeć jak cierpisz. Nie mogłam, chociaż zrobiłabym wiele, żebyś nie musiał zmagać się z chorobą. Bywało tak, że niemal fizycznie czułam ciężar Twojej słabości. Nie wiem jak to możliwe, ale tak już jest, że jeśli prawdziwie kochasz, to współcierpisz, a w sercu czujesz ogromny rozdzierający ból bezsilności.
Czy kiedykolwiek byłabym w stanie życzyć Ci choroby? Czy byłabym zdolna do tego,
żeby ukarać Cię w ten sposób za jakiekolwiek przewinienie…?

*
Bóg nie zsyła chorób i cierpienia. Nie można winić Go za to, że różne schorzenia przekreślają nasze plany, odbierają siły i niszczą zdrowie. On z nami jest w każdej chorobie, bo jest najdoskonalszym rodzicem. Trzyma za rękę, przytula, zsyła anioły. Trudno to zauważyć, gdy serce ściśnięte jest rozpaczą i strachem, ale to przecież nie znaczy, że Jego przy nas nie ma. Opiekuje się nami, jak każda kochająca matka i kochający ojciec. Nawet lepiej, doskonalej i bierze na siebie to, czego unieść nie potrafimy.
Bóg nie zamyka przed nami swojego serca, bo cały jest miłością, niewyobrażalnie większą niż może to ocenić nasza wyobraźnia. Choroba nie jest też karą za grzechy.
Gdyby tak było, zdrowie byłoby przypadkiem niezwykle rzadkim.

Bez nadziei na ciąg dalszy? Nie wiem…

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Bóg dał nam wolność

„Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne” (1 Kor 6,12)

Kiedy człowiek uczy się życia, popełnia wiele błędów. Co czuje rodzic, który patrzy
na błędne decyzje i widzi ich skutki, bo sam przeszedł podobną drogę? Boi się i chciałby powstrzymać, zmienić niektóre decyzje swojego dziecka. Wiem jak to jest przyglądać się pewnym sprawom wiedząc, że  konsekwencją podjętych kroków będzie smutek, żal, może nawet rozpacz i zwątpienie. Wiem, że spacer na boso po śniegu może skończyć się zapaleniem płuc, a niechęć do nauki odbierze możliwość uzyskania wymarzonego zawodu. Wiem, że wiele decyzji przyniesie rozgoryczenie, a może nawet bezpowrotnie zaprzepaści niektóre szanse. Chciałabym, żebyś tyle rzeczy zrobił „po mojemu”, ale uczę się Kochanie tego, że nie jesteś mną. Jesteś samodzielną osobą i ja nie mogę za Ciebie decydować.
Mogę jedynie pomóc, ale wtedy, kiedy Ty na to pozwolisz, kiedy poprosisz. Swoje życie musisz przeżyć po swojemu. Zapewne będę niejednokrotnie płakać, ale muszę przede wszystkim dać Ci wolność. Tego też się uczę.

*
Bóg dał nam wolność. Pozwolił decydować, chociaż doskonale wiedział, że popełnimy wiele błędów. Wciąż pozwala nam na ich popełnianie, mimo, że jak nikt inny potrafi wskazać konsekwencje. Nie w trybie przypuszczającym, ale z całkowitą pewnością wie, co będzie dalej, co przyniesie nam ból, co radość, czego będziemy żałować, po czym płakać.
Czasem pytamy, dlaczego Bóg na coś pozwolił? Dlaczego stało się w naszym życiu tak
a nie inaczej? Zapominamy, że wiele rzeczy jest właśnie konsekwencją naszych wyborów, naszej wolności, na której przecież tak bardzo nam tak zależy. Wolności, którą dał
i wciąż daje nam Bóg. Warto jednak pamiętać, że on też czeka.
I kiedy prosimy o pomoc – pomaga. Z miłości.

cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | 2 komentarze

Bóg przychodzi również w ciszy

„…Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów” (Łk 11,1)

Wiem, że z kochaną osobą milczenie nie ciąży. Wystarczy przy kimś usiąść, popatrzeć jak myśli, pracuje, śpi i cieszyć się z tego, że jest. Ale jest taki rodzaj ciszy, który rani bardzo głęboko, zbyt mocno, żeby móc w niej trwać. To cisza zamknięcia przed kimś myśli.
W naszym życiu też bywają takie chwile, kiedy pojawiają się słowa, które pojawić się nie powinny. A po nich cisza. Ona boli. Boli tym bardziej, gdy rozrasta się i zdaje się nie mieć końca… taka namnażająca się pustka. To przychodzi powoli, skrada się właściwie niepostrzeżenie. Prawie dorosłe sprawy w nastoletnim życiu zaczynają skrywać się
pod zasłoną przemilczeń. Czasem określaną prawem do własnego życia,
a czasem tłumaczoną moją niezdolnością do zrozumienia.
Tak, każdy z nas ma prawo do własnych myśli i własnego życia, również do milczenia
i ciszy. Wielu rzeczy mogę dziś nie zrozumieć, ale wiele widzę i wiem, że cisza buduje mur, który odgradza nas od radości bycia razem. Każda dołożona cegła będzie wymagała kiedyś większego wysiłku, żeby go zburzyć, żeby się przełamać, otworzyć, albo zacząć na nowo.
Nie budujmy murów, nie odgradzajmy się ciszą. Dzielmy się nawet najtrudniejszymi sprawami. Rozmawiajmy w słowa wkładając siebie, swoje myśli, swoje serce, swoje sprawy
i wszystkie troski.

*
Bóg przychodzi również w ciszy. Czasem wystarczy usiąść i nic nie mówiąc „zapatrzyć się” w Niego. Ta cisza pozwala ukoić myśli, uspokoić uczucia, napełnić się miłością i nadzieją. Jest ratunkiem, zanurzeniem w Jego dobroci i niesłyszalną, kojącą rozmową serc.
Jest jednak również inny rodzaj ciszy – taki, w którym słyszymy tylko siebie. Pojawia się wtedy, kiedy chcemy sami radzić sobie z naszym życiem, z codziennością. Milczenie staje się bramą za którą skrywamy nasze i tylko nasze sprawy. Z naszych serc nie płyną żadne słowa. A Bóg czeka na rozmowę, na radość razem spędzonych chwil. Czeka na słowa,
w których opowiemy mu o sobie – jak dzieci.
Wielu przed nami składało swoje słowa do Boga w linijki modlitw, rządki wezwań litanii.
To były ich rozmowy. Ich myśli, słowa uwielbienia, prośby i skruchy. Mogą stać się one również naszą modlitwą, ale w rozmowie z Bogiem mamy być sobą. I w tym spotkaniu mamy stanąć w prawdzie codzienności. W swojej radości, smutku, może strachu, każdego dnia dziękując, przepraszając i prosząc słowami dziecka skierowanymi do Ojca.
Bóg czeka na rozmowę i chce żebyśmy również my jej chcieli, takiej prawdziwej
modlitwy serc.

cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Bóg jest miłością największą

„Wychwalam Cię, Panie, że rozgniewałeś się na mnie, lecz Twój gniew się uśmierzył i pocieszyłeś mnie” (Iz 12,1)

 Zbuntowane słowa, zarzuty, wyrzuty, skargi i uwagi na temat tego, co powinnam były
jak smagnięcia biczem. Czy byłam na to gotowa? Nie, miłość liczy na miłość. Wierzyłam,
że moje dziecko nie zada mi świadomie bólu. Przecież chciałam jak najlepiej, przecież dałam tyle ile tylko mogłam dać.
Moje kochanie… Wiem, że kiedy ktoś cierpi, to szuka winy w innych. I kiedy nie można poradzić sobie z życiem, najłatwiej zranić najbliższych. Ja to rozumiem. Ale wiem też,
że chociaż czasem kapią mi łzy i złość próbuje być najważniejsza, to jutro moja miłość do Ciebie będzie jeszcze większa. Nic nie może zmniejszyć jej siły. Nawet jeśli Tobie w chwili skruchy wydaje się, że nie masz do niej prawa, że nie zasługujesz, to pamiętaj – na miłość nie można zasłużyć. Po nią można przyjść, wtulić się w jej skrzydła, pozwolić, by dodawała sił i towarzyszyła w każdej chwili życia.

*
Bóg jest miłością największą. Nie ma większej. Stworzył nas z miłości, obdarzył nią
i każdego dnia w sposób nieskończony wylewa na nas swoje łaski. A my tak często,
jak zbuntowane nastolatki tupiemy nogami, obrażamy się i wiemy swoje. Krzyczymy,
że nie miał prawa, że powinien nas chronić, że to jest niesprawiedliwość, że… Brak nam wiary w dobre intencje Boga, w tę Jego miłość, która daje, chroni, towarzyszy i umacnia. Odwracamy się od Niego, zapominamy. A może też wydaje się nam, że nasze czyny przekreślają możliwość powrotu? Może to strach, może pycha, może lęk?
A wystarczy tylko przyjść, zawierzyć, oddać wszystko Jemu. Miłość i miłosierdzie Boże
nie ma sobie równych. Jeżeli umie przebaczyć człowiek, to czyż miałby nie umieć tego Bóg?

cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Bóg jest mądrością

„…Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci,
nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” Mt 18,3

Kiedy zacząłeś interesować się światem i wszystkim, co Cię otacza, zaczęło pojawiać się wiele pytań, na które nie znałeś odpowiedzi. Przybiegałeś do mnie z mnóstwem problemów, które były zbyt trudne dla Twojego poznania i pytałeś, pytałeś, pytałeś.
Każdy rodzic wie, że kilkuletnie pytania mają natężenie ruchu ulicznego w godzinach szczytu. Jest ich tak dużo i pojawiają się tak często, że mama, czy tata momentami nie mają już siły na odpowiedzi. Mimo wszystko próbują, tym bardziej, że widzą jak bardzo dziecko poszukuje odpowiedzi, jak silna jest potrzeba poznania. Najpiękniejszą nagrodą jest dla nich to, że dziecko słucha i wierzy. Wierzy nawet w to, czego kompletnie nie rozumie. Kiedy to się kończy? Kiedy pociecha przestaje wierzyć? Trudno uchwycić ten moment. Najpierw jest wątpliwość, później szukanie innych autorytetów, aż w końcu pojawia się kwestionowanie wiedzy i mądrości rodzicielskiej.
Tak było również z Tobą synku. Dziś szukasz własnych odpowiedzi. Bywa, że zarzucasz mi, że nie mam racji, że się mylę. W swej opinii Ty ją masz i Ty się nie mylisz. Wierzysz głównie w swoją mądrość, moją delikatnie kwestionując. Czuję się tak, jakbyś moją mądrość uważał za starą i niedzisiejszą.

*
Bóg jest mądrością. On zna odpowiedzi na wszystkie nasze pytania, choć czasem wydaje nam się, że pozostają one bez odpowiedzi. Tak naprawdę to jednak my mamy problem
z usłyszeniem wielu z nich. Te zaś, które słyszymy śmiało kwestionujemy. Przecież to właśnie my wiemy jak żyć i co jest dla nas najlepsze. To my znamy receptę na osobiste szczęście. A Boża mądrość? Może kiedyś niosła ze sobą światło, ale świat się zmienia
i stary Bóg wielu rzeczy nie rozumie…
Dorosła mądrość odbiera nam wiarę i ufność wieku dziecięcego. Boże pozwól nam być jak dzieci! Przywróć w nas bezwzględną pewność, że Ty jesteś mądrością, Ty wiesz najlepiej
i naucz słuchać Twoich odpowiedzi.

cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Bóg wie wszystko

„Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach?” (Mt 9,4) 

Mamo, skąd wiedziałaś? To pytanie zawsze wywoływało uśmiech na mojej twarzy. Zdradzałeś się tyloma znakami. Czekolada na ustach, mina „ja nic nie zrobiłem”,
czy unikanie mojego wzroku i konfrontacji były dla mnie sygnałami tak czytelnymi,
że po prostu wiedziałam. Nie pomagało nawet patrzenie mi prosto w oczy z miną „to nie ja”
i słowami „naprawdę”. Naprawdę to nie miałeś pojęcia skąd JA mogę wiedzieć takie rzeczy. Nie raz, nie dwa złościłeś się, kiedy odkrywałam to, co (według Ciebie) tak perfekcyjnie próbowałeś utajnić, te wszystkie małe i duże sprawki do ukrycia. Była to nawet pewnego rodzaju gra – Ty maskowałeś, ja demaskowałam, z szalą zwycięstwa mocno przechyloną
na moją stronę.
Z czasem stało się dla Ciebie oczywiste, że mama wie wszystko. A jeśli nie wie, to i tak się dowie. Bezbłędnie rozpoznawałam również sytuacje, w których coś Cię dręczyło. Wyczuwałam ból, którego jeszcze nie umiałeś nazwać i zauważałam to, czego inni nie widzieli. A jeśli nie widziałam, nie słyszałam, to czułam. Zrozumiałeś to i zawarliśmy pakt. Ty zawsze mówisz mi prawdę, nawet najtrudniejszą, a ja nie krzyczę, nie złoszczę się,
tylko próbuję zrozumieć. Bez „kazań” się nie obywało, ale nigdy nie było kary
za przyznanie się, za powiedzenie wszystkiego jak na spowiedzi.
To był dobry układ, o którym jednak tak łatwo zapomnieć w dorosłym życiu…

*
Bóg wie wszystko. Niby to takie oczywiste, a jednak. Często wydaje nam się, że On owszem, widzi nasze czyny, słyszy słowa, ale nasze myśli są już tylko i wyłącznie nasze. Zapewne dlatego, że są tak ulotne, że sami często nie zdążymy się do nich przywiązać? A może dlatego, że po ludzku myślimy, że tylko te zwerbalizowane są uchwytne?
Skrzętnie ukrywamy to, co chcielibyśmy ukryć i w przeświadczeniu o wielkim sprycie układamy w głowie własną „prawdę”. Ubieramy się w minę „to nie ja” i próbujemy zasłaniać się innymi osobami, zdarzeniami. Przez lata uczymy się udawać, że nic nie mamy na sumieniu. Wciąż jednak zapominamy, że przed Nim nie ma rzeczy zakrytych, jest doskonały również w swoim poznaniu. Bóg wie, co zrobimy zanim jeszcze zrobimy.
Nic nie pomoże nakrywanie głowy kocem, żeby być niezauważalnym. Bóg odczyta wszystkie najbardziej skryte myśli i odkryje wszystkie uczynki. Jednak nie dla kary,
ale po to, żeby zawrzeć z nami pakt. Wszak sam powiedział, że prawda nas wyzwoli.

cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Skomentuj

Bóg na szczęście umie odmówić

„Tego, co ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale potem zrozumiesz” (J 13,7)

Chciałam dać Ci wszystko, co tylko mogłeś sobie wymarzyć. Niemal zgadywałam Twoje pragnienia. Czując, że możesz prosić prawie o wszystko, prosiłeś. Gdy nie mogłam spełnić prośby – pojawiał się żal, nawet czasem nawet bunt z Twojej strony. A we mnie smutek,
że nie sprostałam Twoim oczekiwaniom.
Z czasem nauczyłam się, że prawdziwa miłość musi umieć odmówić. Tylko tak kształtuje serce i ducha, uczy pokory, szacunku i niejednokrotnie ratuje. Tak, ratuje. Musiałam trochę uodpornić się na Twoje „błagam mamo, zgódź się”, bo wiedziałam, że moja zgoda może doprowadzić do złych sytuacji, niekiedy niebezpiecznych. I kiedy Twoja dziecięca nieroztropność podpowiadała Ci szalone pomysły, ja musiałam powiedzieć „stop”.
Z miłości. Musiałam zabronić, zatrzymać Cię, bo wiedziałam, jaki będzie skutek,
tak jak wiedziałam, że włożenie ręki do ognia przyniesie ból. Ty wtedy jeszcze nie. Wiedziałam, że na niektóre rzeczy musisz jeszcze poczekać, a innym trzeba zapobiec,
bo mogą Cię skrzywdzić nieodwracalnie. Wtedy interweniowałam i nawet nie liczyłam
na zrozumienie, raczej na zaufanie. Z nadzieją, że na zrozumienie przyjdzie jeszcze czas.

*
Bóg na szczęście umie odmówić. Nawet, jeśli wydaje się nam, że to, o co prosimy jest
dla nas najlepsze i konieczne. Nie znamy przyszłości, która może nieść ze sobą inne drogi, cele niż te, które widzimy dziś. Piotr, którego oburzenie wobec gestu obmycia mu nóg przez Pana wynikało z patrzenia tu i teraz nie rozumiał, jaki jest Boży plan. I choć nic złego w jego późniejszej prośbie o obmycie rąk i głowy nie było, to jednak nie mogło się
to wydarzyć. Nie taki był Boży plan.
Bóg wie najlepiej, jak odpowiedzieć na prośby swoich dzieci i kiedy powiedzieć „stop”. Czasem wydaje nam się, że z niewzruszoną miną słucha naszych błagań, kiedy nam przecież tak bardzo zależy. Buntujemy się i litania naszych zażaleń wciąż się wydłuża,
bo przecież, jeśli nas kocha, powinien wysłuchać i spełnić prośby, które dla nas tu i teraz
są tak ważne. On jednak z wszechwiedzącą mądrością i cierpliwością czeka. Być może jeszcze nie jesteśmy gotowi na to, o co prosimy, a może będzie dla nas lepiej, jeśli nasze prośby jednak się nie spełnią? Musimy mu zaufać. I mieć tę świadomość,
że niejednokrotnie dzięki Jego interwencji, dzięki tym „przeszkodom”, które stawia na naszej drodze uniknęliśmy wielu przykrości i upadków. Czasem wystarczy tylko spojrzeć wstecz na niektóre nasze wcześniejsze prośby, żeby dostrzec, że nie to jest dobre,
co wydaje się nam być dobre, ale to, co jest w zamyśle Boga względem nas.
Nawet jeśli dziś tego nie rozumiemy, to powinniśmy po prostu zaufać.

Cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | 1 komentarz

Bóg nie czeka na wielkie gesty

„A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1.31)

Pierwsza laurka, jaką od Ciebie dostałam była dla mnie cudem nad cudami.
Kilka krzywych kresek, w które włożona była cała miłość stało się źródłem wielu wzruszeń
i olbrzymiej wdzięczności za ten prezent. Cenieni artyści nie dostrzegliby w tym rysunku arcydzieła. Ja jednak widziałam. Zawarte w nim było przesłanie bezwzględnej miłości
i dziecięcego oddania. Dostałam to, co akurat mogłam dostać. Nie mogły to być perły
i złoto, bo ich nie miałeś. Nie mogłeś w prezencie wysprzątać mieszkania i przygotować kolacji, bo jeszcze tego nie umiałeś. A jednak dałeś mi radość i dumę z tego gestu,
z chęci, z miłości, którą zostałam obdarowana.
Twoja miłość rosła wraz ze zrywanymi kartkami kalendarza. Wciąż przytulała się i dawała buziaki. Tak za nic i zapewne za wszystko. Obdarowywała czułością wpychając się wciąż na moje kolana. Bezinteresowna miłość wyrażająca się adoracją i uwielbieniem okazywanym
w tak prostych i czytelnych gestach. Czegóż chcieć więcej od dziecka?
Z czasem ta coraz starsza Miłość zaczęła kalkulować, oceniać sama siebie i wstydzić się pewnych gestów. Krytykowała swoje dzieła, swoje wysiłki, tracąc wiarę w to, że można zachwycać się nawet niedoskonałością. Można. Mam nadzieję, że kiedyś uwierzysz,
że kiedyś sam to odkryjesz.

*
Bóg nie czeka na wielkie gesty. Nie musimy być najmądrzejsi, najzdolniejsi, najbardziej wierzący, najbardziej pokorni żeby nas kochał. Każdy gest, każda krzywo narysowana laurka jest dla niego radością, jeśli tylko kreska rysowana jest z miłością. On wie, na ile nas stać i nie oczekuje w danej chwili niczego więcej. Nasze intencje liczą się wielokroć bardziej niż końcowy efekt. Jeśli nie wszystko wychodzi? Bóg najlepiej wie, jak bardzo jesteśmy słabi i nieudolni. Jak mocno musimy się starać, żeby rysować prosto i nie pozaginać rogów kartki, którą nam dał. On umie docenić nasze intencje i zapewne cieszy się o wiele bardziej niż każda mama z nie do końca czasem udanych prób stworzenia idealnego rysunku. Kocha nas nawet, a może przede wszystkim w naszych niedoskonałościach, ciesząc się, kiedy mimo upływu lat wpychamy się na Jego kolana. On kocha w nas dzieci,
którymi dla Niego nigdy nie przestajemy być.

Cdn.

Opublikowano krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | 2 komentarze