W tym szaleństwie jest metoda

Siostra Cristina Scuccia powinna dostać od twórców programu The Voice of… worek pieniędzy. Chyba nikt inny nie zrobił temu popularnemu programowi takiej reklamy jak ona. Liczba osób, które obejrzały występ młodziutkiej urszulanki kwalifikuje się już chyba do Księgi Guinnessa. To tak żartem. A na poważnie, to chciałaby podziękować osobom takim jak ona i pogratulować odwagi.

Wiele krytycznych słów pojawiło się w Internecie po tym występie. I jak to zwykle bywa wiele osób wie lepiej gdzie jest miejsce siostry zakonnej, co jej przystoi a co nie i czym powinna się zajmować. Jeden z dziennikarzy trafnie to ujął mówiąc, że wielu widziałoby ją przy praniu habitów, szorowaniu podłóg prezbiterium i prasowaniu obrusów. Tak, to takie powszechne skojarzenie – siostra zakonna to ktoś, kto oddając swoje życie Bogu może już tylko modlić się, modlić się i …. modlić się. No i służyć kościołowi swoją cichą obecnością, czyli pomocą tam, gdzie trzeba przygotować ołtarz, udekorować kościół, poprowadzić dzieci w procesji Bożego Ciała.
Tylko, że gdzie w takiej sytuacji jest miejsce na ewangelizację? Kto skorzysta z przykładu sióstr modlących się w ciszy kościoła bądź za murami klasztorów? Dla kogo będą przykładem i świadectwem?
Mam szczęście znać zarówno kapłanów jak i siostry, którzy podobnie jak siostra Cristina potrafią pokazywać, że Pan Bóg zanim powołał ich do życia konsekrowanego, dał im cudowne talenty po to, by dzięki nim byli magnesami, które przyciągają do kościoła ludzi różnych środowisk.
Znam cudowną siostrę, która gra na gitarze, śpiewa, zaraża optymizmem, kocha dzieci i poświęca im cały swój czas. Nie zawahała się, kiedy trzeba założyć różowe przebranie z bibuły, biegać z dziećmi boso po piasku. Ona świadczy. Swoją postawą pokazuje radość ze swojego powołania.
Znam też księdza, który zanim usłyszał Boże „pójdź za mną” był dziennikarzem. Posłuchał tego głosu. A później Pan Bóg powiedział, że skoro ma talent, to niech go wykorzystuje dalej – tym razem już w sutannie.
I jeszcze jeden kapłan – piłkarz. Z miłości i powołania. Bał się, że Pan Bóg wymaga od niego wyłączności. Z każdym jednak dniem ma szansę przekonywać się, że wymaga raczej autentyczności. Przez sport ma możliwość dotarcia do tych, którzy sami być może do kościoła nigdy by nie przyszli. Ma szansę ewangelizować na boisku. Zarówno słowem, jak i przykładem. Czasem bowiem łatwiej rozmawia się o Bogu tam, gdzie pozornie go nie ma. O tym księdzu jeszcze usłyszymy.
Takie przykłady mogłabym mnożyć. Choćby jeszcze ks. Jakub Bartczak – raper. Był nim zanim został księdzem. On też dostał od Boga szansę wykorzystania swoich zdolności. Wydał płytę – rapuje o Bożej miłości.

I na koniec jeszcze refleksja. Wspomniałam na początku, że chciałabym pogratulować odwagi osobom takim jak siostra Cristina. Dlaczego? Dlatego, że potrzeba naprawdę dużej wiary i odwagi, żeby być żywym świadkiem Chrystusa. Żeby zmierzyć się z problemami dzisiejszego świata, stanąć oko w oko z przeciwnikami kościoła, pokazać swoją wiarę tym, którzy potrafią wyśmiać, skrytykować a nawet opluć. Żeby wyjść w sutannie czy habicie tam, gdzie ten strój często będzie powodem do zaczepek a nierzadko obelg. Naprawdę potrzeba dziś odwagi, żeby być radosnym chrześcijaninem i pokazać, że wiara nie zamyka się w murach kościoła. Powiem więc jeszcze raz – w tym szaleństwie jest metoda. Sposób by trafić do wielu serc.

Ten wpis został opublikowany w kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.