Podłogowe refleksje

Przykuta do łóżka i podłogi mam więcej czasu na rozmyślania. Niestety też na złość.
Kilka ostatnich dni niemal zmusiło mnie do tego, żebym pociechy szukała w słuchaniu radia. Kręgosłup odmówił współpracy i nawet wycieczka przed telewizor, ze względu na ból nie była przyjemnością. Pokochała mnie za to podłoga, a słuchanie radia było łącznikiem
ze światem, w założeniu – przyjemnością słuchania muzyki i trochę próbą okiełznania samotności, z którą jakoś mi teraz nie po drodze.
Dzień pierwszy – leżę i słucham.
Dzień drugi – leżę i słucham, ale przyciszam radio.
Dzień trzeci – leżę, słucham przyciszonego radia i zastanawiam się skąd to narastające
we mnie poddenerwowanie?
Dzień czwarty (to dzisiaj) – leżę, słucham i……… i już nie mogę tego słuchać.
Nawet wiem dlaczego, bo udało mi się rozszyfrować źródło mojej złości. Okazało się,
że nie jest to moja choroba, którą początkowo o to podejrzewałam. To one – wszechobecne reklamy spowodowały spadek mojej formy. Ten stan, który we mnie narastał ma też swoją potoczną nazwę, ale z założenia staram się nie używać wulgaryzmów.
Kiedy uświadomiłam sobie „złościonośną” moc reklam, postanowiłam choć przez chwilę skupić się jednak właśnie na nich. Bolesne doświadczenie. Okazało się, że moja percepcja zamiast oczekiwanej muzyki i wiadomości z kraju i ze świata wyłapywała głównie przekaz sprzedażowy. Wciąż docierały do mnie dobre rady czym i kiedy mam się leczyć, co i gdzie kupić, czym zainteresować. I wszystko to podane w szybki, nerwowy sposób. W taki,
który przewiercał mnie na wylot, męczył i nie pozwalał na skupienie myśli na dłużej niż
od reklamy do reklamy (czyli de facto, bardzo krótki). Chciałam czytać, chciałam planować, chciałam marzyć. Chciałam miło spędzić czas (na tyle, na ile się da leżąc na podłodze), skoro mój organizm kazał mi odpocząć. Nie dało się. Każdy kolejny atak tabletek na wątrobę i cudownych leków jedynie dla mężczyzn, wraz z promocjami na banany i środki czyszczące we wszystkich możliwych sklepach sieciowych powodował, że wraz z bólem fizycznym wzrastał ból psychiczny. Poddałam się. Nie, nie w kwestii zakupów. Ja po prostu zacisnęłam zęby i odcięłam się od źródła „przyjemności”. Wyłączyłam radio.
O ukojenie poprosiłam Joe Cocker’a. Śpiewa dla mnie już trzecią płytę. Mniej boli fizycznie, przestało psychicznie. Teraz jest nadzieja, że wrócę do zdrowia. Bez reklam
„na wszystko”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.