Minęło.
Radosne Boże Narodzenie już za nami. Był świąteczny stół, była Pasterka i głośne
„Bóg się rodzi”. Kilka dni temu On się narodził, przyszedł na świat, jak mówią ewangeliści.
Czy przyszedł do mnie? Czy przyszedł „bardziej” niż rok temu?
Wiecie kiedy najbardziej poczułam, że przychodzi? Kiedy całkiem niedawno, leżąc
w szpitalu o wpół do szóstej rano (dla mnie to środek nocy) usłyszałam głos księdza:
„czy ktoś chce przyjąć Pana Jezusa?”. Nieśmiało podnosiły się głowy znad poduszek,
kiedy padły kolejne słowa: „proszę nie wstawać, przyjdziemy”.
I Pan Jezus przyszedł – prosto do szpitalnego łóżka. Tak właśnie przychodzi.
Bez świecidełek, przepychu, pełnego stołu. Nad ranem, po cichu, do zaspanego człowieka…
