Kto strzela do dzieci?

„Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” – Kanclerz Jan Zamoyski.
Taki będzie świat i jego przyszłość…

To nie my zbudujemy przyszłość naszą lokalną czy też globalną. Zrobią to nasze dzieci. My możemy budować tu i teraz a im pokazać jak robić to dalej. Mówi się, że dzieci, to niezwykle plastyczny „materiał”, że „chłoną jak gąbka”. I jest w tym wiele prawdy. Wystarczy spojrzeć w oczy dziecka, gdy z podziwem śledzi wszelakie poczynania rodziców i kiedy mówi, że chce być takie jak mama czy tata. I codziennie, krok po kroku naśladuje w rzeczach małych, żeby powoli dojść do tych większych. Dobrych i złych.

Dziecko, zwłaszcza małe, niezależnie od tego czy nasze własne, czy tez nie uruchamia prawie w każdym pokłady najwspanialszych i często świadomie skrywanych uczuć.  Wzrusza, wzbudza pragnienie otoczenia opieką, przytulenia, zapewnienia mu bezpieczeństwa. Trudno przejść obojętnie nad płaczem czy też bólem dziecka. Cierpimy razem z tymi, które dotknięte chorobami i różnymi ograniczeniami nie mogą korzystać z uroków dzieciństwa. Filmy pokazujące kalectwo, niedolę czy też śmierć dziecka oglądamy z kompletem chusteczek, oburzamy się na tych, którzy wyrządzają dzieciom krzywdę i pytamy Pana Boga o to, dlaczego na to pozwala?

Pytanie czysto retoryczne, ale można byłoby również zapytać, dlaczego to my pozwalamy na krzywdę wyrządzaną dzieciom? Dlaczego świat, w którym żyjemy nie jest im przyjazny? Dlaczego w wyniku walk dorosłych giną i cierpią dzieci? Dlaczego krzywdzimy i pozwalamy krzywdzić bezbronnych?

Dawno, dawno temu….

Historia pokazuje, że problematyka dzieciństwa i ochrony praw najmłodszych sięga tak naprawdę niewielu lat wstecz. Dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku przekonanie, że dziecko, jako istota słabsza potrzebuje specjalnej opieki i ochrony przerodziło się w konkretne działanie. Okres średniowiecza naznaczony był bowiem myśleniem i postrzeganiem dziecka jedynie jako „materiału” na dorosłego. W związku z powyższym uważano, że nie wolno traktować dzieci pobłażliwie, a raczej hartować to, co w przyszłości ma zaowocować niezłomnością i siłą, zarówno fizyczną jak i charakteru. Z tego też względu tak opieka jak i wychowanie już w założeniu były bardzo surowe. Dyscyplinowanie dzieci postrzegane było jako jedyna szansa na ukształtowanie pełnowartościowej jednostki ludzkiej. To nie był łatwy czas dla najmłodszych. Brak troski otoczenia, surowe wychowanie i gorsze niż dziś warunki sanitarne owocowały dużą umieralnością wśród dzieci.

Zmiany na tym polu zapoczątkowała mała, zaledwie ośmioletnia dziewczynka. Mary Ellen Wilson z Baltimore regularnie bita przez matkę po pomoc zwróciła się do lokalnego oddziału stowarzyszenia działającego na rzecz przeciwdziałania okrucieństwu wobec zwierząt. Uzyskała ją. Paradoks widoczny na pierwszy rzut oka. Istniały organizacje ratujące zwierzęta, nie istniały natomiast takie, które mogłyby pomóc dzieciom. Historia Mary Ellen zapoczątkowała powstawanie różnego rodzaju stowarzyszeń, których celem stała się ochrona dzieci przed przemocą. Od 1874 roku w samych Stanach Zjednoczonych powstało ich ponad 200. Podjęto walkę zarówno z niewłaściwym traktowaniem nieletnich i wielorakie działania na rzecz ustalenia ich praw oraz zapewnienia godziwych warunków do życia i rozwoju. Zaczęto postrzegać dziecko, jako jednostkę wymagającą szczególnych działań ze strony dorosłych. W niedługim też czasie podjęto działania na rzecz stworzenia odpowiednich aktów prawnych, które miałyby gwarantować dzieciom należne im traktowanie.

Podstawowym dokumentem o charakterze międzynarodowym, jaki powstał w zakresie poszanowania i ochrony praw dziecka jest Deklaracja Praw Dziecka uchwalona przez Zgromadzenie Ogólne Narodów ONZ (20 listopada 1959r.) Była następstwem tzw. Pierwszej deklaracji Praw Dziecka z roku 1924. Mowa w niej zarówno o prawach najmłodszych jak i o obowiązkach dorosłych wobec dzieci. W preambule tego dokumentu istnieje zapis o tym, że dziecko z powodu niedojrzałości fizycznej i umysłowej wymaga szczególnej opieki i troski, a także odpowiedniej opieki prawnej, zarówno po urodzeniu, jaki i przed urodzeniem.

Ze względu na brak możliwości kontroli przestrzegania zasad Deklaracji i jednocześnie konieczność interwencji wobec oczywistego jej łamania, w rocznicę jej uchwalenia powstała Konwencja o Prawach Dziecka (20 listopada 1989). Obydwa te dokumenty wyraźnie mówią o konieczności szczególnego traktowania dzieci. Pokrótce dotyczy to:

– zakazu dyskryminacji dzieci
– prawa dziecka do szczególnej ochrony ustawodawczej
– prawa do nazwiska i obywatelstwa
– gwarancji ubezpieczeń społecznych, systemu opieki medycznej
– priorytetu rodziny w zakresie wychowania i pomocy państwa dla rodzin wielodzietnych
– prawa do nauki bezpłatnej i obowiązkowej przynajmniej w zakresie szkoły podstawowej
– pierwszeństwa dziecka do ochrony i pomocy
– ochrony dziecka przed zaniedbaniem, okrucieństwem i wyzyskiem
– obowiązku wychowania w duchu przyjaźni, tolerancji i pokoju

Zarówno inicjatywa powstania Deklaracji, jaki Konwencji o Prawach Dziecka wyraźnie pokazuje, że utworzenie przepisów zabezpieczających dobro najmłodszych obywateli było problemem wyróżniającym się na tle innych. Czy ich powstanie w wystarczający sposób przyczyniło się jednak do tego, żeby dzieci mogły czuć się bezpieczne i spokojne we współczesnym świecie?

Sytuacja dziecka we współczesnym świecie

Choć w chwili obecnej na całej kuli ziemskiej działa wiele organizacji walczących o prawa dzieci i wydawać by się mogło, że ze względu na wiedzę, doświadczenie czy też ogólny poziom rozwoju wielu państw kwestia opieki nad najmłodszymi czy też zapewnienia im zawartych we wspomnianych dokumentach praw i przywilejów jest oczywista, to jest to niestety bardzo błędne myślenie.
Wystarczy przyjrzeć się mapie świata pod kontem konfliktów zbrojnych i udziału w nich dzieci.

Według Amnesty International ok. 300 tysięcy dzieci na świecie walczy jako żołnierze wcieleni do wojska. Ok. 100 tysięcy w samej Afryce. Dzieci stały się na tym terenie znakiem rozpoznawczym grup rebelianckich. Jedną z nich jest Armia Bożego Oporu, podejmująca partyzanckie walki na terenie północnej Ugandy, południowo-wschodniego Sudanu oraz Kongo. Ruch kierowany przez Josepha Kony siłą porywa i wciela do armii najmłodszych. Pozbawione opieki najbliższych, przerażone podejmują prywatna walkę o przetrwanie. Są oddanymi wojownikami, bo bycie dobrym wojownikiem gwarantuje im przeżycie i zminimalizowanie cierpienia. Daje szanse przeżycia, otrzymania jedzenia, awansu. Bunt nie pomaga – niesie ogromne prawdopodobieństwo stania się ofiarą. Bycie nieletnim rebeliantem hartuje – oducza płaczu, tęsknoty, przywiązywania się do kogokolwiek. Jedną z najokrutniejszych form szkolenia doskonałego i wiernego partyzanta jest zmuszenie go, do wymierzenia kary przyjacielowi. Jeśli umiesz zabić swego przyjaciela – zabijesz każdego. Poddawane próbom, z czasem staja się maszynkami do zabijania. Ta przemyślana taktyka nie tylko niszczy dziecięcą psychikę, ale też okalecza na całe życie. Małoletni zbrodniarz ma nikłe szanse na wejście w normalne życie. Nikłe są też jego szanse na jakąkolwiek pomoc i resocjalizację. Dziecko-zbrodniarz, jeśli samo przeżyje, z czasem stanie się z katem. Bo to, do czego są zmuszane i co muszą oglądać na co dzień, nawet w odruchu samoobrony, znieczula, zobojętnia na ból i cierpienie.

Podobnie sytuacja wygląda w Kolumbii. Kraj ten ogarnięty jest konfliktem zbrojnym od roku 1964. I można byłoby zaryzykować stwierdzenie, że nie pamięta już on innej rzeczywistości niż ta wojenna. Walki pomiędzy rządem a partyzantami i grupami paramilitarnymi okaleczyły niemal każdą rodzinę, skazując dzieci na dorastanie bez najbliższych. Ale to tylko część ich dramatu. Prawdziwy rozgrywa się w konsekwencji wszechobecnej nędzy i braku opieki. Dzieci, jako łatwy łup i jednocześnie „materiał” bardzo plastyczny często dorastają w samym centrum walk. Porywane i siłą wcielane do partyzantki uczą się nie tylko życia z karabinem w dłoni, ale również przeżycia. Inne, szukając sposobu na biedę i pomysłu na przyszłość same szukają „opieki” partyzantów. Raporty są przerażające. Ok. 11 tysięcy partyzantów, to grupa wiekowa poniżej 18 roku życia. Wstrząsający raport organizacji humanitarnej Human Rights Watch „Nauczysz się nie płakać: Dziecięca partyzantka w Kolumbii” na podstawie relacji 112 byłych bojowników pokazuje to, co przeżywają najmłodsi.  Opisy asystowania przy torturach, czy też samodzielnego ich wykonywania, zmuszanie do wykonywania wyroków śmierci na przyjaciołach, picia krwi wroga w celu przezwyciężenia w sobie strachu, zmuszanie do katorżniczej pracy, dziewczynki na usługach komendantów, czy starszych kolegów to tylko fragment ich codzienności. Jak z tym żyją? Jedne próbują uciec, inne giną, a jeszcze inne przyzwyczajają się do okrucieństwa i przyjmują je, jako własny sposób na życie. Dorosłe życie.

Indie – dzieci żebrzące na ulicy, małoletnie dziewczynki sprzedawane za mąż, brak możliwości podjęcia nauki i skazanie na życie bez przyszłości, planów, nadziei…..

Kraje biedy – kilkuletnie dzieci zatrudniane w prywatnych domach do wszelkich prac. Często oddawane przez własnych rodziców, niemogących znaleźć zatrudnienia, niezdolnych do utrzymania rodziny, za własne długi. Trochę starsze wykorzystywane w rolnictwie, przemyśle, kopalniach. Pracują po kilkanaście godzin dziennie, bez możliwości egzekwowania godziwych warunków, za przysłowiową miskę ryżu. Są najtańszą siłą roboczą i najmniej świadomą tego, w jak okrutny sposób wykorzystywaną.

Meksyk, Tajlandia – dziecięca prostytucja, jako niezwykle dochodowy interes. Obrzydliwe świadectwo tego, jak „dorośli” – bo tak naprawdę trudno nazwać zwyrodnialców ludźmi dorosłymi – niszczą dzieci, uprzedmiatawiając je i wykorzystując w najohydniejszy sposób ich niewinność i delikatność.

Działające na całym świecie narkotykowe mafie wciągają dzieci zarówno w wyniszczający nałóg jak i w proceder handlu i przemytu. Najpierw uzależniają, a później za „działkę” oczekują całkowitego poddania się żądaniom. Uzależnione, ubezwłasnowolnione dzieci dla swoich „opiekunów” zrobią wiele.

Te przykłady pochodzą z odległych zakątków świata, ale kraje bogate też mają się czego wstydzić. Wszechobecna pornografia, przemoc dostępna w telewizji, Internecie, grach dla dzieci – do podpatrzenia i ewentualnego zastosowania we własnym młodocianym życiu, wychowywanie bez należytych wzorców, autorytetów, wychowywanie bezstresowo lub „tresowanie” według ambicji rodziców czy też pozostawianie samym sobie to realia niemal każdego środowiska. Czy naprawdę tego chcemy dla naszych dzieci? Jaki będzie dorosły świat dzisiejszych dzieci?

Jak będą żyły ze wspomnieniami morderstwa dokonanego na ich rówieśnikach w szkole Biesłanie gdzie zginęło 156 dzieci czy w szkole w Pakistanie gdzie ich liczba sięgnęła 100? Chwycą za broń z chęcią odwetu czy może zobojętnieją na przemoc?

I na koniec pytanie wypowiedziane przez kilkunastoletniego bohatera reportażu o wojnie w Syrii. Kiedy leżał w szpitalu, potwornie poparzony po ataku bombowym na jego szkołę zapytał: „dlaczego? Kto strzela do dzieci?”

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *