– K: Chciałbym być ministrantem.
– Ja: Ok. Ale o ile wiem, to ministranci nie palą papierosów.
– K: Tak, wiem. I już tydzień nie palę. Rzuciłem.
Przełknęłam tę deklarację i mocno się zastanowiłam: pochwalić czy nie? Jednocześnie bałam się, że gonitwa myśli „przyozdobi me lico”. Ale udało się i pokerowa twarz
na szczęście nie zdradzała tego, co się działo w środku. A działo się… . Oj, działo się!
Wszak sprawa dotyczyła (ratunku!) dziesięciolatka.