Bóg zaplanował mnie i Ciebie

„Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię” (Jr 1,5)

Zanim jeszcze mogłam realnie o Tobie pomyśleć, już Cię znałam. Szukałam Ciebie w mojej przyszłości, choć nie znałam jeszcze daty Twoich narodzin. Już wtedy wiedziałam,
że będziesz moją ogromną miłością i snułam plany. Choć mogłam tylko marzyć,
to wyobrażałam sobie, kim będziesz. Widziałam Cię tak pięknie, jak można widzieć tylko sercem. Ciebie – moje dziecko, obdarzone urodą, talentami, uznaniem. Szczęśliwe
i spełnione. Szukałam dla Ciebie imienia i budowałam plan życia usłanego różami.
Już wtedy wiedziałam, że chociaż jesteś ciałem z mojego ciała, to muszę Cię poświęcić. Ciebie, czy siebie? Wiedziałam, że moja miłość ucierpi i w tym cierpieniu będzie jeszcze bardziej wzrastać. Będzie się topić z tęsknoty i oczekiwania. Będzie się karmić nadzieją,
bo pewnego dnia obierzesz własną drogę. Szlak, którym chcesz iść dalej – Ty moje ukochane dziecko. Moja miłość tym bardziej będzie Ci towarzyszyć. Zawsze i wszędzie,
z daleka i z bliska.
*
Bóg zaplanował mnie i Ciebie. W Swej miłości zamarzył o nas i ukształtował najpiękniej
jak potrafił. Zaopatrzył w talenty, siłę, odwagę. Obdarował niebiańskim pięknem
i miłością, która nie ma granic. Zapragnął dać nam wszystko, co tylko można dać ukochanemu dziecku. Chciał dać nam szczęście. Wiedział jednak, że szczęśliwi będziemy wtedy, gdy da nam wolność, pozwoli pójść własną drogą. On zna tę drogę i w swej doskonałej miłości mimo wszystko pozwala nam nią pójść, choć tęskni i czeka.
A naszej wędrówce zawsze i wszędzie towarzyszy Jego miłość.

cdn.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | 2 komentarze

Próbuję być teologiem

„Każdy, kto kocha Boga, jest przynaglony, by stać się w pewnym sensie teologiem”.
Benedykt XVI

Ciężko zrozumieć filozofię Pana Boga. Trudno też naprawdę uwierzyć w Jego niepojętą miłość. Wiem, że kocha, ale… No właśnie – wciąż mam jakieś „ale” i wciąż usiłuję przekonywać Go, że prawdziwa miłość tak nie wygląda, że gdyby naprawdę mnie kochał,
to nie pozwoliłby na mój ból, cierpienie, łzy, osamotnienie, potknięcia, upadki. Według mojej filozofii, kiedy się kogoś kocha, chce się jego dobra tej.

Dlatego próbuję zgłębić tę Bożą miłość i przełożyć ją na mój ludzki, niedoskonały sposób myślenia. Próbuję zestawić ją z moją miłością, również niedoskonałą a jednak wielką do tych, którzy są mi najbliżsi. Szukam dróg zrozumienia Bożej miłości po to, żeby ją docenić
i nigdy już nie kwestionować. Również po to, żeby umieć o niej mówić, dzielić się z tymi, którzy jej szukają. I w pewnym sensie, przynaglona wskazaniem Benedykta XVI próbuję być teologiem.

cdn.

 

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | 2 komentarze

Dla Theofeel’a

Drogi Theofeel’u 😉 dziękuję za publikowanie moich „u”tworów

https://theofeel.pl/index.php/tekst/opinie/57-opinie/4239-2016-12-05-01

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Dla Theofeel’a została wyłączona

Bóg stworzył dobrych ludzi

Bóg stworzył nas dobrymi. Nie mogło być inaczej, bo przecież powstaliśmy na Jego obraz
i podobieństwo. Niby to takie oczywiste, a jednak… A jednak trudno w to uwierzyć, kiedy czasem w zachowaniach niektórych ludzi ciężko odnaleźć choćby pierwiastek dobra.
Dużo łatwiej natomiast wymienić całą litanię ich wad, czy też długą listę przewinień.
Mimo wszystko, niemal zawsze i czasem wbrew wszystkim faktom czułam, że nikt ze swej natury nie jest zły. Nie jest, bo Bóg jest dobry, jest dobrem i niemożliwe, żeby stworzył nas złymi.
A co myślałam o sobie? To już inna bajka. Myślałam różnie, rzadko dobrze. Aż do teraz.
Aż do chwili, kiedy całym sercem a zarazem zupełnie nagle, bez analizowania
i zastanawiania się poczułam, że jestem dobrym człowiekiem. To było jak rażenie piorunem – nagłe, zaskakujące, mocne. A jednocześnie delikatne i niezwykle jasne, ciepłe
i miłe. Naprawdę poczułam wtedy, że mam w sobie tylko dobro. Cała jestem dobrem i taka chcę być. Zawsze.

Doskonale wiem, że nie jestem ideałem. Potrafię się złościć i to bardzo. Bywam mocno krytyczna, samolubna i niesympatyczna. Miewam humory i wahania nastrojów, a czasem chciałabym niektórych… Nie, nie przyznam się. Lepiej się nie ujawniać.
To wszystko składa się na mój obraz. Ale czy to jestem najprawdziwsza „ja”?
Przecież tak naprawdę nie mam w sercu tej złości, którą czasem (może nawet często) potrafię wylać na innych. Nie chcę rzucać talerzami, przeklinać czy też komukolwiek
źle życzyć. Zdarza się tak, ale to po prostu wymyka się spod mojej kontroli. Niestety.
Prawdziwa „ja” cierpi, kiedy traci kontrolę nad swoim zachowaniem. Żałuje każdego wypowiedzianego złego słowa. Płacze nad ludzką biedą. Wzrusza się starością
i bezbronnością. Chciałaby dawać ludziom uśmiech i nadzieję. I tysiące razy podejmuje próby pracy nad swoimi charakterem. To jestem prawdziwa ja. Taką się znam i taką się czuję. Taką mnie stworzył Bóg. I chwała Mu za to, bo nie moja w tym zasługa.

Od tej niezapomnianej chwili, kiedy poczułam w sobie ten ogrom dobra staram się jak najczęściej wracać do tego. To ciepło, to uczucie szczęścia spowodowało, że chcę już całkiem świadomie być dobrem (bo dobra jestem z natury stworzenia). Chcę odgrzebywać to dobro spod sterty masek i dziwnych zachowań, w jakie się ubierałam i jakimi się zasłaniałam.
I jestem od dziś mocno przekonana, że tacy wszyscy jesteśmy – dobrzy. Nawet wtedy,
gdy potrafimy skrzętnie to dobro maskować. Żeby nie dać się wykorzystać, żeby nikt nie
poznał naszych prawdziwych, delikatnych uczuć, żebyśmy mogli mieć władzę nad innymi, żebyśmy byli uważani za mocnych – takich, z którymi inni muszą (muszą!, nie chcą) się liczyć. Nauczyliśmy się ukrywać nasze dobro, nazywając je słabością. Zwalczamy w sobie odruchy serca i pędzimy przez świat rozpychając się łokciami. Stalowi, niezniszczalni, waleczni w walce o swoją rację, ale w tej gonitwie nieprawdziwi.
Daliśmy się oszukać złym podszeptom, że to właściwa droga. Pozwoliliśmy się oszołomić upadłemu aniołowi, którego boli nasze dobro. Zapomnieliśmy, albo nie chcemy wierzyć
w to, że on zrobi wiele, o ile nie wszystko, żebyśmy grali tak jak nam zagra. Żebyśmy przestali być sobą. Obarczy nas lękiem, odbierze jasność spojrzenia, będzie sterował nami jak marionetkami, podsunie podejrzliwość i wmówi nam, że trzeba być twardym, skupionym na sobie i bezwzględnym.
Wszystko to z zazdrości, bo on dobrym być już nie może.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Bóg stworzył dobrych ludzi została wyłączona

Poczułam się dziś jak Bóg

Dokładnie tak się poczułam… i swoje myśli udostępniłam tu:

https://theofeel.pl/index.php/tekst/opinie/57-opinie/4228-2016-11-16-01

 

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Poczułam się dziś jak Bóg została wyłączona

Podłogowe refleksje

Przykuta do łóżka i podłogi mam więcej czasu na rozmyślania. Niestety też na złość.
Kilka ostatnich dni niemal zmusiło mnie do tego, żebym pociechy szukała w słuchaniu radia. Kręgosłup odmówił współpracy i nawet wycieczka przed telewizor, ze względu na ból nie była przyjemnością. Pokochała mnie za to podłoga, a słuchanie radia było łącznikiem
ze światem, w założeniu – przyjemnością słuchania muzyki i trochę próbą okiełznania samotności, z którą jakoś mi teraz nie po drodze.
Dzień pierwszy – leżę i słucham.
Dzień drugi – leżę i słucham, ale przyciszam radio.
Dzień trzeci – leżę, słucham przyciszonego radia i zastanawiam się skąd to narastające
we mnie poddenerwowanie?
Dzień czwarty (to dzisiaj) – leżę, słucham i……… i już nie mogę tego słuchać.
Nawet wiem dlaczego, bo udało mi się rozszyfrować źródło mojej złości. Okazało się,
że nie jest to moja choroba, którą początkowo o to podejrzewałam. To one – wszechobecne reklamy spowodowały spadek mojej formy. Ten stan, który we mnie narastał ma też swoją potoczną nazwę, ale z założenia staram się nie używać wulgaryzmów.
Kiedy uświadomiłam sobie „złościonośną” moc reklam, postanowiłam choć przez chwilę skupić się jednak właśnie na nich. Bolesne doświadczenie. Okazało się, że moja percepcja zamiast oczekiwanej muzyki i wiadomości z kraju i ze świata wyłapywała głównie przekaz sprzedażowy. Wciąż docierały do mnie dobre rady czym i kiedy mam się leczyć, co i gdzie kupić, czym zainteresować. I wszystko to podane w szybki, nerwowy sposób. W taki,
który przewiercał mnie na wylot, męczył i nie pozwalał na skupienie myśli na dłużej niż
od reklamy do reklamy (czyli de facto, bardzo krótki). Chciałam czytać, chciałam planować, chciałam marzyć. Chciałam miło spędzić czas (na tyle, na ile się da leżąc na podłodze), skoro mój organizm kazał mi odpocząć. Nie dało się. Każdy kolejny atak tabletek na wątrobę i cudownych leków jedynie dla mężczyzn, wraz z promocjami na banany i środki czyszczące we wszystkich możliwych sklepach sieciowych powodował, że wraz z bólem fizycznym wzrastał ból psychiczny. Poddałam się. Nie, nie w kwestii zakupów. Ja po prostu zacisnęłam zęby i odcięłam się od źródła „przyjemności”. Wyłączyłam radio.
O ukojenie poprosiłam Joe Cocker’a. Śpiewa dla mnie już trzecią płytę. Mniej boli fizycznie, przestało psychicznie. Teraz jest nadzieja, że wrócę do zdrowia. Bez reklam
„na wszystko”.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Podłogowe refleksje została wyłączona

Święci na każdy dzień

U chrześcijańskiej mamy https://https://mamma.blog.deon.pl/  przeczytałam dzisiaj piękny tekst „TOP 5, czyli dlaczego nie obchodzę Święta Zmarłych”. Sprowokował mnie on do rozmyślań nad tym, kto z długiego pocztu świętych jest mi najbliższy.
Okazało się, że w mej słabości niejako intuicyjnie wybrałam św. Antoniego z Padwy.
Z nim rozmawiam najczęściej. Rozmawiam? Właściwie zamęczam go prośbami
o interwencję. Czasem „biorę pod włos” pytając, kto jeśli nie ty? A czasem wręcz zapędzam do roboty, wmawiając mu, że od tego przecież go mam. Nie wiem, jak to wytrzymuje,
ale nie zawiódł mnie nigdy.
Zaraz po nim jest święty Krzysztof. A właściwie, to nie wiem, czy nie przed nim. Za każdym przecież razem, kiedy wsiadam do samochodu, to jego przywołuję. Krótką prośbą „święty Krzysztofie prowadź” wyznaczam mu zadanie na tę konkretną chwilę. Pochwalę go – spisuje się świetnie!
Święta Faustyna – rzadko wzywam, ale podziwiam. Za siłę w kruchym schorowanym ciele. Za to, że tak dzielnie upominała się o to, czego oczekiwał od niej Pan. Niewiele miała wokół siebie wsparcia i zrozumienia, za to moc podejrzeń i oskarżeń. A jednak w swej pokorze
i wytrwałości przybliżyła nam to, czego tak bardzo potrzebujemy – miłosierdzie. Wielka kobieta. Dla mnie niedościgniony wzór.
Józefina Bakhita – święta szczęściara. Kiedy poznałam jej historię, zrozumiałam, co znaczy dziękować Bogu za wszystko. Za każde doświadczenie, każdego człowieka, każdą chwilę życia. Ona – niewolnica, skradziona i sprzedana, bita i poniżana dziękowała swoim oprawcom, bo uważała, że to dzięki nim trafiła do miejsca, gdzie mogła spotkać Boga. Mogła stać się chrześcijanką. Staram się tak jak ona – dziękować za wszystko i czasem mimo wszystko.
I jeszcze św. Jan Bosco – genialny wychowawca. Dlaczego jest mi tak bliski? Dlatego,
że tak bardzo kochał młodzież. I dlatego, że widział potrzeby ale i potencjał w dzieciakach, które kochała tylko ulica. Dał im dom, naukę i pracę. Ale przede wszystkim dał nadzieję. Jego genialna myśl „wychowanie jest sprawą serca” stała się moją myślą.

Święci na każdy dzień? Wynika z tego, że jednak na każdą chwilę 🙂

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Święci na każdy dzień została wyłączona

Iść tam, dokąd On iść zamierza

(Łk 10,1-9)
Następnie wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.

Ok, czytam kolejny, kolejny i kolejny raz, żeby odnaleźć to co dla mnie, to nad czym powinnam się zatrzymać. Za każdym razem inna myśl zdaje się być przewodnią.
Ale ta ostatnia skłoniła mnie do tego, żeby jednak uznać ją za godną zanotowania.
Wspólnota. Jezus znalazł siedemdziesięciu dwóch chętnych słuchających Jego słów i posłał ich po dwóch. Posłał ich z konkretnymi wskazaniami. I tak myślę, co by się stało, gdyby wysłał ich pojedyńczo? Może zniechęciliby się po drodze, a może ulegliby tym, którzy
w swej niewierze byliby silniejsi?
Kiedy idziemy przez życie usiłująć być dobrymi chrześcijanami, katolikami wiele razy napotykamy takich ludzi, którzy celowo lub nie potrafią zasiać w nas choćby małe ziarenko lęku, watpliwości czy nawet niewiary. Czy wtedy dajemy radę? Oby, ale na pewno zdarza się takie zatrzymanie w naszej wędrówce, które odbiera światło. Jak sobie z tym poradzić? Znaleźć kogoś, kto potrząśnie, pociągnie za rękę i doda nowej siły. Znaleźć kogoś, kto idzie tą sama drogą, myśli podobnie i ma ten sam cel. Jutro być może jemu potrzebna będzie pomoc. I tym, kto pomoże będę ja. To jest właśnie moc wspólnoty. Nawet tej najmniejszej, składającej się z dwóch osób. Wspólnota naprawdę potrafi dźwignąć.
I druga rzecz – posłał ich tam, gdzie sam pójść zamierzał… No, tym razem to moje odkrycie dnia dzisiejszego. Najpierw ja, a późnie j ON – niewierygodne. A jednak. Nie ma co narzekać, że ludzie nie wierzą, że błądzą, że są daleko od Boga. Byłeś, byłaś u nich, u niego, u niej? Mówiłeś, mówiłaś im, jemu, jej o Nim?
Bóg zamierza przyjść do każdego miasta i każdej miejscowości. Do każdego domu i do każdego człowieka. Ale to my jesteśmy posłani. To my mamy iść przed nim – czasem jak owce między wilki. Widocznie tak trzeba. To także my mamy mówić ludziom o Nim.
Wilkom też potrzebna jest nadzieja.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | 2 komentarze

Gdyby Bóg miał porfel

Dla Theofeel’a:

https://theofeel.pl/index.php/tekst/opinie/57-opinie/4134-2016-10-12-01

 

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Gdyby Bóg miał porfel została wyłączona

Mierzenie świętości

Napisałam jeszcze raz, trochę inaczej, trochę spokojniej…

https://gosc.pl/doc/3434880.Mierzenie-swietosci-Matki-Teresy

 

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Mierzenie świętości została wyłączona