Dlaczego „Bóg zapłać”?

Nie rozumiałam tego. Zawsze wystarczało po prostu „dziękuję”. Aż nadszedł moment, kiedy nie wystarczyło. Zrozumiałam, że nie potrafię wyrazić mojego podziękowania.
Bo jak mogę ująć w słowa wdzięczność, która nie ma granic? Ile razy mogę do słowa „dziękuję” dodać „bardzo”? Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję, a może – dziękuję bardzo, bardzo, bardzo?
Mogę spróbować jeszcze tak: dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję. Lepiej? Chyba nie …

Chwile, kiedy usta mówią tak mało wobec tego, co chciałoby powiedzieć serce. Poczułam, że sama naprawdę niewiele mogę, że jestem całkiem malutka, bo w niektórych momentach wdzięczność przerasta moją zdolność jej wyrażenia. I właśnie wtedy proste dziękuję ze ściśniętym gardłem zamieniło się w „Bóg zapłać”.  Zapłać Boże temu człowiekowi błogosławieństwem, otocz go opieką. Za jego wielkie serce, za dobroć, za mądrość, którą mnie ubogacił. Daj mu siłę i liczne łaski.
Podziękuj w moim imieniu. Nie za mnie, ale ze mną.

To „Bóg zapłać” ułożyło się w modlitwę…

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Dlaczego „Bóg zapłać”? została wyłączona

Zdemaskowałam moją pychę

„Kto chce powalczyć o siebie i o swoje życie, musi wrócić do własnego wnętrza”
ks. S. Jeziorski

podroz-do-wnetrza1

Niezwykła książka o tym jak odnaleźć siebie na nowo, jak dotrzeć do własnego wnętrza i jak usłyszeć własne serce.  Przewodnik czy poradnik? Mam wrażenie, że raczej mikroskop, który pokazuje nam co gnieździ się w naszych sercach. Pozwala rozpoznać chwasty i znaleźć sposoby ich wykorzenienia po to, żeby móc wrócić do samego siebie – wolnego i umiejącego naprawdę żyć.
Doskonała lektura na czas Wielkiego Postu.

P.s.
Książka, to doskonałe przedstawienie nam istoty grzechów głównych. Refleksja po jej przeczytaniu – została napisana specjalnie dla mnie 🙂 .

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Zdemaskowałam moją pychę została wyłączona

Mary, did you know?

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Mary, did you know? została wyłączona

„Jedni drugich brzemiona noście” (Gal. 6,2)

Pamiętam, nie tak dawno pewna kobieta nazwała mnie głupią idiotką. Dlaczego?
Nie wiem. Nic jej nie zawiniłam. Chyba po prostu pojawiłam się na jej drodze w niewłaściwym momencie. Wtedy, kiedy jej złość, frustracja osiągnęły taki poziom, że trzeba było to na kimś wyładować. I wyładowała.
Nie ukrywam, że jej słowa bardzo mnie zabolały, wręcz zraniły. Szłam ulicą i powtarzałam w myślach: „tylko się tym nie przejmuj, nie warto”. Ale było mi przykro i prosiłam: „Boże, nie stawiaj więcej takich osób na mojej drodze, bo odbierają mi siłę”.

Aż przyszedł dzień, kiedy dziękując w modlitwie za wszystko co się wydarzyło, moje myśli podpowiedziały mi, żeby podziękować za tych którzy mnie skrzywdzili, zranili uczynkiem, czy też słowem, jak ta pani. Po ludzku (czytaj: po mojemu) myśl zupełnie absurdalna. Bo jak to, za co niby mam dziękować – za to, że przez takich ludzi kulę się w sobie, czuję w środku ból, płaczę? Nie, nie za to.
Otrzymałam wyjaśnienie i zrozumiałam. Mam dziękować za to, że może dzięki temu, że czyjaś złość skupiła się na mnie udało się ochronić kogoś innego? Może emocje opadły i jakieś dziecko nie zostało uderzone, nie padły słowa, które mogłyby kogoś zranionego zranić jeszcze bardziej, nie stała się krzywda, którą trudno byłoby naprawić?

Tak, chcę podziękować za to, że posyłasz mnie tam gdzie trzeba – zapewne zawsze we właściwym momencie.

 

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania „Jedni drugich brzemiona noście” (Gal. 6,2) została wyłączona

Napisałam

… kiedyś.

kusisz mnie i wciąż przywołujesz
szepczesz i wzrok mój ku sobie kierujesz
słyszę Cię lecz nie rozumiem
mów do mnie, mów proszę, mów

przez moją skorupę niezrozumienia
przez moje milczenie w zasłuchaniu
przebij sie ze swym miłosnym spojrzeniem
zatop mnie w blasku serca Twojego

wybacz słabości moje Panie
przyjmij mą skruchę, moje westchnienie
zliczając myśli-łzy na miłosiernych koralikach
na każdym proszę o inną nadzieję

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Napisałam została wyłączona

Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę …….

Ostatnie dni, to dni cudów. Po prostu. Albo Bożego prowadzenia, jak kto woli. Krótko mówiąc – dzieje się. Oto historia, która zdumiewa mnie bezgranicznie i udowadnia, że On wie którędy i gdzie nas poprowadzić.

Zacznę od tego, że wczoraj usłyszałam, jak Jezus mówił do uczniów (Mk. 8,14-21), że straszne z nich niedowiarki. Martwią się brakiem chleba. Przypomniał im, bo zdążyli już zapomnieć, że przy Nim nikt głodny nie będzie, że nasyci wszystkich i jeszcze pozwoli zebrać odpadki. Bardzo mnie to ruszyło. Te słowa: „macie oczy a nie widzicie; macie uszy a nie słyszycie”.

To o mnie i do mnie. Ja też jestem takim niedowiarkiem. Tyle cudów wokół mnie, a ja dalej nie mogę uwierzyć w to, że On może wszystko. Patrzę a nie widzę, słucham i nie słyszę, proszę o cud, a właściwie nie do końca wierzę. Zapominam, że wystarczy poprosić i poczekać. A może po prostu powiedzieć jak trędowaty: „jeśli chcesz” i nadsłuchiwać, co na to Pan. Lub tak jak Samuel: „Mów Panie, sługa Twój Słucha” i naprawdę się wsłuchać…

***

Wielki Post rozpoczęłam z konkretnymi postanowieniami, przygotowałam się tak jak nigdy dotąd. Ale wciąż dręczyła mnie myśl, że mogę więcej. Doprawdy, problem polegał na tym, że kompletnie nie wiedziałam, czego ma dotyczyć to „więcej”. Dobry Boże, czego chcesz, czego ode mnie oczekujesz? Powiedz głośniej i wyraźniej, bo nie słyszę, nie rozumiem. Pomóż mi. I pomógł.

Zajrzałam dzisiaj na stronę Gościa Niedzielnego. Przeglądałam, czytałam i nagle trafiłam na stronę, która zachęca do wsparcia duchowego misjonarzy w Wielkim Poście. Miałoby ono polegać na modlitwie, dobrowolnej formie postu lub dobrych postanowieniach. Pomyślałam, że to jest to, będę modlić się w intencji misjonarzy. Myślałam, że to taka zbiorowa modlitwa. A tu się okazuje, że to nie tak i wybieram konkretną osobę. Więc przechodzę po kolei:

– podaj swoje imię i nazwisko – podaję
– wpisz adres mailowy – proszę bardzo, jest
– wybierz, za kogo chcesz się modlić: ksiądz diecezjalny, zakonnik, siostra zakonna – pierwsza myśl-zakonnik, ale po chwili namysłu wybór pada na kobietę
– podaj kraj pracy misjonarza – uff, sporo tego. Nie wiem co wybrać, nie przygotowałam się i na dobrą sprawę nie mam specjalnych sympatii w tym temacie. Więc proszę „Panie Boże, Ty sobie wybierz”. I nagle przychodzi myśl „Filipiny”. Nie mam pojęcia dlaczego.
– wyślij formularz – nie udało się. No to jeszcze raz od początku, po kolei. Przy pytaniu o kraj myśl, żeby się zastanowić i wybrać coś bliższego memu sercu (o misjach na Filipinach w sumie niewiele wiem). Może jakiś kraj afrykański. Tak kombinowałam, ale nie udało się – ta sama silna myśl „Filipiny”. No, więc dobrze, niech będzie.

Na maila otrzymałam wiadomość, kogo „adoptowałam”. Dostałam imię i nazwisko, więc mogłam poszukać informacji o tej siostrze. Może to taka zbytnia ciekawość, ale pomyślałam, że będzie mi bliższa, jeśli dowiem się co robi, gdzie pracuje. I tu szok. Patrzę i oczom nie wierzę. Przecież to jest ta siostra, o której ostatnio czytałam! Wybrana dla mnie spośród ponad 800 „niezaadoptowanych” misjonarzy i misjonarek! To ta urszulanka, która wraz z innymi siostrami trafiła ze słowem bożym i posługą do filipińskich więzień, do więźniów, którzy dzięki nim odzyskują nadzieję. Wspiera ich i pomaga zmienić życie. Jej praca wywarła na mnie ogromne wrażenie. To nie jest obca osoba, lecz ktoś, kogo już znam. Ogromna radość! Teraz ja mogę wspomóc ją moim postem, modlitwą.
I tu słyszę śmiech P. Boga i widzę jak puszcza do mnie oko pytając „I co, uwierzysz w końcu, że Ja wszystko mogę?”.

No, Panie Boże, szacunek. Wiedziałeś jak do mnie dotrzeć 🙂 🙂 🙂

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę ……. została wyłączona

Belka w moim oku

Mój brat

Oczekiwałam, że będzie interesował się moim życiem, dzwonił, zabiegał o wspólne spędzanie czasu. Chciałam czuć, że jest na wyciągnięcie ręki, że mam w nim wsparcie, przyjaciela, a był coraz dalej. Mój brat, a prawie obcy człowiek. Bolało.

Kto był winny? Oczywiście On. Ja byłam w porządku. Tak myślałam.
Ale przyszedł dzień, kiedy usłyszałam z jego ust pełne żalu: „Ty też mogłabyś o nas pamiętać”. I coś we mnie pękło.

Jedno zdanie, które zmieniło mój sposób myślenia, moje postrzeganie.
Dlaczego przez tyle lat nie widziałam belki w swoim oku, a widziałam drzazgę u niego?

Postanowiłam, że zaczynam budować od nowa to, na czym mi zależy. I zaczynam od zmiany siebie.

*

Panie Boże, ile rzeczy odkrywam dzięki Twojemu słowu……

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Belka w moim oku została wyłączona

Po prostu timszel…….

Timszel, możesz. Masz moc zmienić swoje postępowanie, swoje życie. Wszystko zależy od Ciebie. Tyko podejmij decyzję, że chcesz.

Od pewnego czasu mam manię prześladowczą. Prześladują mnie słowa. Całe zdania, wątki z Pisma Świętego. Jest to bardzo przyjemna mania. Skłania do rozmyślań, skupienia się na sobie, tym czego chcę, jaka jestem, czym chcę się kierować w swoich wyborach. Takie wsłuchanie się w siebie i właściwie poznanie siebie. Takiej prawdziwej „ja”. Niesamowite doświadczenie. Chyba nigdy nie byłam ze sobą tak blisko.

Ale wracając do słowa. Było ono na początku i było początkiem wszystkiego, jak wielokrotnie już słyszeliśmy. Dziś uświadamiam sobie, jak wielką ma moc. Tworzy wiedzę, oświeca nasze umysły, łączy ludzi. I to nie w przenośni, ale w pełnym tego słowa znaczeniu. Słowem można w sobie rozkochać, ale tez zranić i zrazić na całe życie. Można zbudować przyjaźń i można spowodować, że już nigdy nikt nie będzie chciał słyszeć naszych słów. I nie jest przenośnią ani tym bardziej jakąś fikcją stwierdzenie, że słowo jest stwórcą i stworzeniem.

Każda myśl „pomyślana” ma szansę rozwinąć się i zacząć naprawdę żyć dopiero wtedy, gdy przybierze postać słowa wypowiedzianego. Nabiera wtedy kształtu, wyrazu, realnego działania. Wielokrotnie było tak, że pewne sprawy, marzenia ukryte gdzieś we mnie urealniały się wtedy, kiedy miałam odwagę „przemówić”.

Podobnie rzecz się ma do słów, które padają gdzieś obok mnie. Może i bezpośrednio do mnie, ale nie zawsze umiem je usłyszeć. Wtedy, kiedy jednak „oplatają” mnie z różnych stron i nabierają mocy, to w końcu trafiają bezpośrednio do serca. I tam kiełkują, dojrzewają i mam nadzieję, że zaowocują. Zupełnie niedawno zrozumiałam, co znaczą słowa: ”Rozważała je w sercu”. Tak, zdecydowanie moje serce stało się miejscem, gdzie rozważam, gdzie „układają” się myśli i zapadają decyzje. Rozum owszem, podpowiada, ale myślę, że jest on odpowiedzialny za wiedzę, za mądrość zaś odpowiada serce. W każdym razie tak jest w moim przypadku.

Tak było też ze słowem timszel. Zanim go poznałam byłam chaosem. Pogubiona we własnych myślach, pragnieniach i poszukiwaniach. Nie umiałam znaleźć swojej drogi, bo tylko słuchałam, nie słysząc w zasadzie. Wszystko kłębiło się w moich myślach, a osaczony rozum nie umiał ogarnąć tego, czego ja nie umiałam nazwać. Skoro nie umiałam nazwać, nie mogłam też podejmować decyzji. Taka nieumiejętność podejmowania decyzji to tak naprawdę strach przed zrobieniem jakiegokolwiek nowego kroku. Powoduje, że człowiek nie jest wstanie iść do przodu. Nazwałam to, przyznałam się przed sobą i przed innymi, że błądzę. Drepczę w kółko i nie wiem czego chcę. Jest takie zdanie, które otworzyło mi oczy: „ Jeśli nie wiesz dokąd zmierzasz, każda droga zaprowadzi cię donikąd”.
To też „tylko” słowa, ale zakiełkowały i zrozumiałam, że mają w sobie ogromną mądrość.

I zaczęło się poszukiwanie kolejnych słów, rozważanie ich, szukanie sensu. Tego głębszego. Takiego, który można znaleźć dopiero wtedy, kiedy człowiek się nad tym słowem zatrzyma, rozważy je w sercu. O tych słowach trzeba też rozmawiać, dzielić się z innymi i razem odkrywać ich znaczenie.

Takim słowem, które zaczęło się przewijać wokół mnie i niemal wyznaczać moje kolejne dni stało się słowo możesz. Padało z różnych ust. Najpierw odbijało się ode mnie, później trafiło myśli i rozum próbował sobie z nim jakoś poradzić. By dzielny, analizował, porównywał i ocenił, że tak, faktycznie mogę. Dlaczego? Bo mogą też inni. A skoro oni, to dlaczego nie ja? W końcu słowo to trafiło do mojego serca. I stało się. Nie wiem jak to opisać. Całą sobą mogłam powiedzieć mogę. Naprawdę wiele mogę. Ale nie dlatego, że ktoś we mnie wierzy, że mnie o tym zapewnia, że to czy tamto umiem, mam wiedzę, doświadczenie, czy szczęście. Mogę, bo po prostu wierzę w to, że naprawdę mogę, bo mogę jest we mnie, jest moją siłą. I to mi wystarczy. Reszta jest do zdobycia, jeśli tylko zapragnę. I chociaż dalej szukam, bladzę i uczę się siebie, to już wiem, że dam radę.

Po prostu timszel…….

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Po prostu timszel……. została wyłączona

Tak jak Abraham

 Pierwsza Księga Mojżeszowa 22,1

Po tych wydarzeniach wystawił Bóg Abrahama na próbę i rzekł do niego: Abrahamie! A on odpowiedział: Otom ja. I rzekł: Weź syna swego, jedynaka swego, Izaaka, którego miłujesz, i udaj się do kraju Moria, i złóż go tam w ofierze całopalnej na jednej z gór, o której ci powiem. Wstał tedy Abraham wczesnym rankiem, osiodłał osła swego i wziął z sobą dwóch ze sług swoich i syna swego Izaaka, a narąbawszy drew na całopalenie, wstał i poszedł na miejsce, o którym mu powiedział Bóg. Trzeciego dnia podniósł Abraham oczy swoje i ujrzał z daleka to miejsce. [….]

Potem związał syna swego Izaaka i położył go na ołtarzu na drwach. I wyciągnął Abraham swoją rękę, i wziął nóż, aby zabić syna swego. Lecz anioł Pański zawołał nań z nieba i rzekł: Abrahamie! Abrahamie! A on rzekł: Otom ja! I rzekł: Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic, bo teraz wiem, że boisz się Boga, gdyż nie wzbraniałeś się ofiarować mi jedynego syna swego. A gdy Abraham podniósł oczy, ujrzał za sobą barana, który rogami uwikłał się w krzakach. Poszedł tedy Abraham, a wziąwszy barana, złożył go na całopalenie zamiast syna swego.

Ile  razy słyszałam ten fragment, tyle razy buntowałam się słowami : „jak możesz Panie Boże wymagać od ojca takiej ofiary? Jak możesz? A Ty Abrahamie – co z Ciebie za ojciec, skoro bez chwili wahania chcesz zamordować syna?”
Aż przyszedł moment, kiedy powiedziałam: „dobrze, nie rozumiem o co w tym chodzi, ale Ty Boże  wiesz. I to jest najważniejsze – Twój plan działania”.
I to był początek, pierwszy krok do zrozumienia. A później przyszło olśnienie. ZAUFANIE. O to Ci chodzi Panie Boże. Chcesz żebym zaufała, tak po prostu, niemal w ciemno. Żebym zdała się na Ciebie, przyjęła TWOJĄ wolę. Uwierzyła, że skoro Ty tego chcesz, to znaczy, że to będzie prowadzić do mojego dobra. I wszystko, cokolwiek wydarzy się w moim życiu, czegokolwiek zażądasz będzie temu służyć. Mój płacz, upadek, bezsilność to też moment, kiedy mam powiedzieć ufam…
Każdego dnia czekasz, żebym tak jak Abraham powiedziała oto jestem. Choć nie rozumiem, niech będzie tak jak chcesz, bo przecież mnie nie skrzywdzisz. Ty jeden wiesz, co będzie dla mnie najlepsze, bo kochasz mnie mocniej niż mogę sobie to wyobrazić, więc powinnam zaufać.

*

Pamiętasz Boże jak zaprosiłeś Marka do zaśpiewania psalmu? Nigdy nie śpiewał psalmu, nawet uważał, że tego nie umie. Ale powiedział „dobrze Boże, skoro tego chcesz…”.  Powstrzymałeś go, ale już wiedziałeś, że możesz na niego liczyć, że on Ci zaufał.
Chcę, żebyś i na mnie mógł liczyć.

 

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Tak jak Abraham została wyłączona

Dziękuję

Wszystkim moim znajomym, którzy postanowili wysłać mi sms-y z ze świątecznymi życzeniami chciałabym bardzo podziękować. Za pamięć, ale przede wszystkim za treść tych życzeń. Bałam się, przyznaję to szczerze. Mogę nawet powiedzieć, że wątpiłam w to, że za wszystkie będę umiała, a przede wszystkim chciała, podziękować. Ale stanęliście na wysokości zadania. Nie było w tych życzeniach św. Mikołaja, białego puchu, bombek na choince, głupich pytań, czy czekam na życzenia i góry prezentów. Było natomiast dużo o miłości, pokoju w sercu, prawdzie o Bożym wcieleniu, błogosławieństwie Nowonarodzonego, nadziei i wierze. Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję. Przede wszystkim za to, że jesteście 🙂

I mogę śmiało powiedzieć, że część tych życzeń już się spełniła i co dzień spełnia. Rośnie moja wiara w ludzi, szacunek do drugiego człowieka. Umacnia się wiara w to, że przez Was Bóg do mnie przemawia i z każdym jego symbolicznym przyjściem  odkrywam ile dobra mi ofiarował stawiając wokół mnie tak cudownych ludzi. Wierzę w Jego błogosławieństwo na każdy mój dzień i wierzę, że wszyscy NAPRAWDĘ dobrze mi życzycie 🙂 🙂 🙂

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Dziękuję została wyłączona