Dzień bez sił


Tak bardzo chcę zostawić to, co robię i wreszcie cieszyć się pracą.
Tak bardzo chcę robić to co lubię.
Tak bardzo chcę pisać, opiekować się słabszymi, pomagać dzieciom poznawać
świat, kolorować ludziom trudne dni, dawać im uśmiech, radość.
Chcę żyć z nadzieją, że to co robię ma sens.
Ufff….
Ciężko mi z tym, coraz ciężej.

Boże pomóż, bo dopada mnie stan frustracji i poczucia bezsilności.
Pokieruj moje kroki w odpowiednią stronę, daj siłę by zaakceptować  to,
co takie trudne, uwolnij moje myśli od niepogody, wskaż kierunek i weź to, co mam. Zamień moją wolę na Twoją. Wierzę, że wtedy będzie lepiej.

 

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Dzień bez sił została wyłączona

Prośba o modlitwę

Myślałam, że ludzie nie mają odwagi o nią prosić. Sama też jakoś wcześniej nie prosiłam, ale okazuje się, że kiedy zaczęłam, to również inni „wyszli z cienia”.
I to jest dla mnie niesamowite doświadczenie – tak wiele osób prosi, by wesprzeć
je modlitwą. Prosi, bo czuje, może nawet wie, że właśnie modlitwa jest tym kołem ratunkowym, którego potrzebują. Niektórzy wspominają o tym jakby nieśmiało, inni
z zawstydzeniem. Ale są też tacy, którzy już pokonali tę słabość i bez lęku zdobywają się
na ten krok. Mówią wprost: „pomódl sie za mnie, za moją mamę, za brata, męża, przyjaciółkę, sąsiada….. Pomóż…..”.
Dostaję wiele takich sms-ów, czytam prośby na FB, dzwonią osoby potrzebujące.
I czasem wydaje mi się, że tego nie ogarnę, że braknie mi czasu.
Na szczęście wystarcza i mam nadzieję, że będzie wystarczało, że będę mogła spełniać kolejne prośby, pomagać kolejnym osobom. Mam też nadzieję, że kiedyś odważą się ci, którzy jeszcze nie wiedzą, jak o to porosić.
I właśnie tym, którzy się jeszcze boją, wstydzą i nie wiedzą, czy mogą chciałabym powiedzieć, że tak naprawdę wasze prośby o modlitwę umacniają wiarę tych, którzy tę modlitwę podejmują. Ot, taka wzajemna pomoc 🙂

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Prośba o modlitwę została wyłączona

„Żal mi….”

To czytanie, to taki trochę klasyk (Mt 15,29-37). Jeden z takich fragmentów ewangelii,
które zapamiętuje się łatwo i w zasadzie nie ma kłopotu z jego zrozumieniem.
Ot, po prostu – stał się cud, z siedmiu chlebów i paru rybek zrobiło się tyle,
że starczyło dla wszystkich i zostało jeszcze siedem koszów ułomków.
Jednak dopiero dzisiaj dotarły do mnie słowa, które Pan Jezus powiedział
do uczniów zanim dokonał cudu rozmnożenia:

„Żal Mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść.
Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze.”

Te trzy zdania są dla mnie sednem dzisiejszego czytania.
Jezus uzdrawiał, bo tego oczekiwali chromi, ułomni, niewidomi, niemi
i ich bliscy. Chyba jednak nikt nie oczekiwał, że nakarmi jeszcze każdego z nich.
Były ich przecież tłumy.
Jednak w swojej dobroci Jezus zatroszczył się nawet o to, o co nie prosili. Pokazał
jak bardzo kocha, jak troszczy się o nas nawet wtedy, kiedy my sami być może
nie uzmysławiamy sobie jeszcze naszych potrzeb. A może po prostu nie umiemy poprosić?

Miłość, troska, opieka, odpowiedzialność – to wszystko składa się na obraz całego zdarzenia. Taki jest Bóg – kocha, karmi słowem i chlebem, dba o duszę i ciało,
i nie odprawia z niczym. Obdarowuje nawet wtedy, gdy nie proszę….

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania „Żal mi….” została wyłączona

Pokolorować świat

Sobotni późny wieczór, restauracja McDonald’s na dworcu PKP we Wrocławiu.
Siedzę z kubkiem herbaty, frytkami i smutnymi myślami czekając na 22:40.
Smutno też jakoś wokół mnie – pusty McDonald’s, pusty dworzec, smętne klimaty…. Poddaję się im.

I nagle te moje smętne myśli rozpraszają One. Do McDonald’s z gracją wkraczają
dwie damy. Jedna około osiemdziesięcioletnia, druga około trzydziestoletnia. Obydwie
w kapeluszach, eleganckich płaszczach – wyglądają tak, jakby właśnie wyszły z teatru, opery, wernisażu… Łączy je niebywała elegancja, szlachetność zachowania, podobny strój. Wyglądają jak babcia i wnuczka, i trochę tak jakby wyszły z ram obrazu.
Usiadły przy sąsiednim stoliku, skupiając całą moją uwagę. Ich szykowny strój i dyskretna, choć zauważalna, świetnie dobrana biżuteria przyciągały mój wzrok, a dystyngowane zachowanie sprawiało, że przez moment poczułam się jak w innym świecie. Tak jakbym brała udział w zdjęciach do filmu z lat dwudziestych ubiegłego wieku. Inny świat.

A później zobaczyłam jak starsza pani korzysta ze smartfona. Czar nie prysnął.
Wzbogacił się o dodatkowy zachwyt. Nad czym? Nad pięknem i nad tym, że można….
I zapragnęłam takiego piękna.
Takiego, które umie zaistnieć wszędzie, mimo tego, co dookoła, mimo bylejakości i mimo wszystko. Poczułam, że to piękno zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Wiem, czasem tracimy je z oczu, czasem się nie chce, przytłacza nas codzienność, złe wiadomości, poczucie bezsilności i lęku o przyszłość. Zatroskani już niemal o wszystko przystosowujemy się do naszego pochmurnego nastroju. Nasz strój, nasze potrzeby,
nasze piękno staje się codzienne, użyteczne, z czasem szare….
Te dwie kobiety w restauracji McDonald tak naprawdę uświadomiły mi, że to ja tworzę piękno, to ja zabarwiam świat, to ode mnie zależy czy będę żyć szaro, czy kolorowo.
Nie to, co wokół mnie. To ja mam w sobie potencjał, którym mogę się podzielić, mogę innych „zarazić” pięknem i obdarować radością. Mogę pokolorować codzienność
albo mogę zarazić świat smutkiem i szarością. Mogę ubrać się w bylejakość i ponurą minę zasiadając w pierwszym rzędzie teatru lub w szykownym stroju zjeść kolację w barze mlecznym. Nie od miejsca, ale ode mnie zależy moje piekno. To ja kreuję rzeczywistość, buduję świat. To mój wybór.

Świat jest pełen wojen, bólu, nienawiści i niepewności, więc trzeba ubrać się w piękno
i śmiało zasiąść przy jego stoliku. Nie wolno pozwolić na to, by to on dyktował warunki. Świat to kilkumiliardowe „ja” i każde „ja” może wejść do przydrożnego baru tak, jakby wchodziło do najdroższej restauracji. Od każdego „ja” może bić blask, który rozproszy smętne myśli innych.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Pokolorować świat została wyłączona

Potrzebuję Cię…..

Potrzebuję Cię Boże,
Twojej obecności,
Twojej opieki,
Twojego prowadzenia.

Weź moje myśli,
Moje troski,
Moją małość,
Moją codzienność.

I bądź wola Twoja,
rano i wieczorem,
dzisiaj i jutro,
zawsze.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Potrzebuję Cię….. została wyłączona

Wczoraj i dziś

Dwa dni splecione klamrą miłości – wczoraj i dzisiaj.
Wczoraj – ostatni dzień października. Wracają wspomnienia sprzed szesnastu lat,
kiedy czekałam na mój mały cud. Rodził się w bólu, lęku, łzach cieknących po policzkach – mój syn.
I dziś – pierwszy dzień listopada, kiedy mój duży już cud zapala znicz na grobie swojej maleńkiej, choć starszej siostry. Naszej „wszystkiej świętej”. Plecie się radość ze smutkiem, płyną łzy tęsknoty i wzruszenia. Miłość rozsadza serce.
Wczoraj i dziś……
I nadzieja, że kiedyś razem…..

 

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Wczoraj i dziś została wyłączona

Ukoronowanie MB na królową nieba i ziemi

„Maryjo, śliczna Pani, Matko Boga i ludzi na ziemi,
Tyś świata królową, Tyś gwiazdą na niebie…..”

Król i królowa, królestwo i królowanie. Chociaż słowa te niemal automatycznie przywodzą na myśl obrazy bogactwa, panowania, władzy, majestatu i splendoru, to jest to tylko nasze ludzkie wyobrażenie. Bóg widzi to inaczej. Ostatnich czyni pierwszymi, wynosi do chwały pokornych, daje królestwo tym, którzy umieją służyć.

 „Oto ja służebnica Pańska….”

Maryja, pokorna służebnica. Wyrosła z ludu i z ludem żyła na co dzień. Prosta, cicha
i jakby niewidoczna. Przyjęła wszystko, co przygotował dla niej Bóg. Uczynił z niej Matkę Jego Syna, ale dał też poznać ból, cierpienie i bezsilność. Nie dał królewskiej eskorty
na wszystkie lata ziemskiego życia ale uczynił ją królową. Właśnie dlatego, że powiedziała „oto ja, służebnica Pańska”. Jej posłuszeństwo, niewyobrażalna dla nas pokora i miłość doczekały się jedynego z możliwych dla niej miejsc, miejsca na tronie chwały.
I cóż robi tam Maryja? Wciąż służy – pociesza, umacnia, przygarnia. Wyprasza łaski
i troszczy się o każde ze swych dzieci. Orędowniczka, pośredniczka, pocieszycielka nasza. Królowa naszych serc i Matka naszego Króla, który podobnie jak Ona powiedział
„… nie przyszedłem po to aby mi służono, lecz aby służyć innym…”.

Taką mamy Królową i takiego Króla. Są blisko nas, blisko swojego ludu. Z ciągłą gotowością wsparcia, niesienia pomocy, pocieszania, służenia i ogromem miłości dla nas – królewskich dzieci.

 

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Ukoronowanie MB na królową nieba i ziemi została wyłączona

Wniebowzięcie NMP

 „ Królowo wniebowzięta – módl się za nami…”

Tylko Bóg wie ile w nas jest pytań i wątpliwości. Wie jak potrafimy kwestionować rzeczy widoczne i namacalne. Jak nawet te „dotknięte” i naocznie stwierdzone potrafimy z czasem poddać pod wątpliwość. A cóż dopiero z tymi, wobec których mamy powiedzieć „wierzę”?
Wie też jak trudno nam zmierzyć się z ideałem, jak łatwo dać sobie prawo do rezygnacji
z dążenia do doskonałości. Odpuszczamy, racjonalizując myślenie, tłumacząc samym sobie samych siebie, nie wierząc, że damy radę, że to nasza droga.

Wniebowstąpienie – droga do nieba. Droga, którą pokonał Jezus. Ale On miał boską naturę, był Synem Bożym. Umarł ale zmartwychwstał, mógł więc też wstąpić do nieba.
Ale ja? Ja jestem tylko człowiekiem…. Nie mam w sobie tej mocy, którą miał On.
Jak więc mam osiągnąć pełnię nieba z duszą i ciałem?

Wniebowzięcie – Maryja zostaje wzięta do nieba. Tak, była bez zmazy poczęta, bezgrzeszna, pełna łaski, cicha i pokorna. Ale była człowiekiem. Takim jak my, jak ja. Swoją pokorą, swoim „tak” bardzo szybko zasłużyła na pełnię cielesnego zbawienia. Zbawienia, na które czekamy przecież również my. Bo taka jest nasza wiara. Czasem słaba
i wątpiąca ale to jest nasza droga, nasz cel.

Bóg wie jak słaba jest ta wiara. Przykładem Maryi umacnia nas i po raz kolejny pokazuje, że to, co według nas jest niemożliwe, dla niego jest możliwe.
Nie wniebowstąpienie, bo nie mamy boskiej mocy, ale wniebowzięcie, bo taki jest Boży plan. Bo taka jest Jego łaska.
Maryjo, królowo wniebowzięta, wypraszaj dla nas tę łaskę.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Wniebowzięcie NMP została wyłączona

Zesłanie Ducha Świętego

„Veni Sancte Spiritus”

„Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle spadł z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru i napełnił cały dom, w którym przebywali.”

To był znak – szum wiatru i języki ognia. Czy ja też czekam na takiego Ducha? Czy muszę wypatrywać znaków? Tak, wypatruję ich, bo wciąż jestem słaba. Tak jak Piotr, który zaparł się Ciebie Panie, jak uczniowie zamknięci ze strachu w Wieczerniku, jak ci, którzy w drodze do Emaus nie rozpoznali swojego Nauczyciela. Jestem słaba, a jednak wiem, że mogę stać się mocniejsza. Mogę jak Piotr zacząć przemawiać do tłumów i mogę jak uczniowie mówić różnymi słowami do różnych osób, tak aby każdy mógł poznać Ciebie. Mogę nabrać siły
i spokoju, mogę nauczyć się rozpoznawać Ciebie na drogach mojego życia.
To wszystko mogę, ale w Tym, który mnie umacnia. Proszę więc, zsyłaj na mnie dary Ducha Świętego.

Duchu Święty, proszę Cię o dar mądrości do lepszego poznawania Ciebie
i Twoich doskonałości Bożych,
o dar rozumu do lepszego zrozumienia ducha tajemnic wiary świętej,
o dar umiejętności, abym w życiu kierował się zasadami tejże wiary,
o dar rady, abym we wszystkim u Ciebie szukał rady i u Ciebie ją zawsze znajdował,
o dar męstwa, aby żadna bojaźń ani względy ziemskie nie mogły mnie od Ciebie oderwać,
o dar pobożności, abym zawsze służył Twojemu Majestatowi z synowską miłością,
o dar bojaźni Bożej, abym lękał się grzechu, który Ciebie, o Boże, obraża.
*
/modlitwa, której małego Karola Wojtyłę nauczył Jego ojciec/

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Zesłanie Ducha Świętego została wyłączona

Wniebowstąpienie

„Nie zostawię was sierotami”

Centralny moment Mszy Świętej – przeistoczenie, wielki krzyż z boku ołtarza, w pobliżu obraz „Jezu ufam Tobie”, na ołtarzu figurka Zmartwychwstałego i nad tabernakulum wizerunek Jezusa wstępującego do nieba. Ten obraz mnie poruszył. Jeden Jezus,
w różnych momentach swojego życia obecny tu i teraz. Wszystko splata się w całość, przenika nawzajem. To, co było i to, co jest – tak jakby nie istniał czas, nie minęło dwa tysiące lat.

Jezus wstąpił do nieba – odszedł do Ojca. Wypełnił to, co miał wypełnić, a jednak, choć ciałem nieobecny, to zostawił nam swoje ciało i swoją krew, i wciąż z nami jest. Jest, kiedy tworzymy wspólnotę, kiedy jednoczymy się na modlitwie, obecny w każdym sakramencie, w naszym skupieniu i zadumie. Nie zostawił nas samych. Mimo, że dokonało się wniebowstąpienie, to On cały czas jest wśród nas. Jest z nami.

Jezu, Ty pokazałeś nam jak trudna może być nasza droga, jak możemy wątpić i upadać. Dałeś nam jednak zrozumieć, że to nas nie przekreśla. Właśnie tu, przy ołtarzu,
w konfesjonale umacniasz nas, pozwalasz odnaleźć w sobie siłę, żeby wstać i iść dalej
z Twoją pomocą, dzięki Twojej obecności i Twojemu miłosierdziu. Przeplata się to, co się dokonało z tym, co się dokonuje. To jest ta tajemnica wiary, dzięki której i ja mogę ufać,
że też będę, mimo, że mnie już nie będzie. Do tego dążę.
Pomóż Jezu przejść tę drogę i zasłużyć na wniebowzięcie, na życie wieczne.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Wniebowstąpienie została wyłączona