Zmartwychwstanie

„Surrexit Christus, Alleluja
Cantate Domino, Alleluja!”

Pusty grób, przerażone kobiety, uczniowie, którzy nie rozpoznają swojego Mistrza
i niewierny Tomasz.  Jezu, przecież mówiłeś im o tym, że zmartwychwstaniesz. Przygotowywałeś ich na moment, kiedy umrzesz, ale po trzech dniach opuścisz grób.
Nie słuchali, nie dowierzali czy zapomnieli?

Gdybym tam była Panie byłabym może Marią z olejkiem w dłoni, może uczniem w drodze do Emaus. A może niewiernym Tomaszem? Nie wiem, czy ogarnąłby mnie strach,
czy wątpliwości. Może próbowałabym wszystko zracjonalizować i uwierzyć, że Twoje ciało zostało wykradzione? Przecież ze mną też jest tak, że słuchając Twoich słów puszczam
je często mimo uszu. Słucham, a nie słyszę. Obojętnieję na to, co mówisz, zapominam
a czasem próbuję przyjąć po swojemu.

Jezu, proszę nie pozwól, żebym przechodziła obojętnie wobec Twoich słów. Daj mi
za każdym razem usłyszeć od nowa. Umacniaj mnie Twoim słowem i utwierdzaj w wierze. Nie pozwól, żebym szukała Ciebie wśród umarłych i otwórz mi oczy, żebym umiała
Cię rozpoznać. Naucz mnie świadczyć, że Ty naprawdę żyjesz.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Zmartwychwstanie została wyłączona

Ukrzyżowanie i śmierć Pana Jezusa

„To nie gwoździe Cię przybiły lecz mój grzech…….
…..choć tak dawno to się stało, widziałeś mnie”

Kiedy przychodzi kres i cierpienie odbiera siły Ty Jezu cały czas myślisz o nas, nie o sobie. Załatwiasz jeszcze tyle ważnych spraw, tyle dobrego wydarza się w tej ostatniej godzinie – błagasz Ojca o przebaczenie dla oprawców, obiecujesz raj skruszonemu łotrowi
i zostawiasz nam ostatnie słowa testamentu – „oto syn Twój” i „oto matka twoja”. Powierzasz nas matce, jej opiece oddajesz całą ludzkość i każdego z nas z osobna,
żebyśmy w niej mieli oparcie, żebyśmy mogli wołać „pod Twoją opiekę uciekamy się…”, żebyśmy po koralikach różańca przybliżali się do nieba. Taka właśnie jest Twoja miłość.

A jaka jest moja? Oparta na deklaracjach, postanowieniach i obietnicach. Niestała,
choć pragnąca stałości, wątpiąca, poszukująca i wciąż zbyt mała. Tak, zbyt mała. Wzruszająca się i współcierpiąca, ale dość szybko zapominająca, że również ja jestem przyczyną Twojego cierpienia.
Kiedy widzę Twoje poranione plecy, przebite ręce i nogi, to wszystko we mnie mówi,
że to nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech. Każdy mój grzech jest jak wbijany gwóźdź, jak uderzenie bicza, jak cierń z korony raniący głowę. I każdy, ten „z rozpędu”- codzienny
i ten świadomy, z którym po raz kolejny przegrywam jest zadanym Ci cierpieniem. Dlaczego więc wciąż jestem przyczyną Twojego bólu?
Gdyby nie Twoja miłość i miłosierdzie, nie mogłabym spojrzeć Ci w twarz. I gdyby
nie Twoja, a również moja matka, gdyby nie Maryja, która po różańcu wciąga do nieba,
nie mogłabym mieć nadziei…..

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Ukrzyżowanie i śmierć Pana Jezusa została wyłączona

Dźwiganie krzyża na Kalwarię

„On zdradzony jak nikt, zraniony jak nikt
Miał siłę aby iść, z miłością niosąc krzyż”

Jezu, bierzesz krzyż na obolałe ramiona i zaczynasz swoją drogę krzyżową.
Krok po kroku starasz się wypełnić wolę Ojca, przybliżasz się do swojego końca,
ale też do Niego. Twój koniec ma być przecież tak naprawdę początkiem nowego życia.

Kiedy my idziemy przez życie, zakładamy, że ma to być droga łatwa. Nie przyjmujemy
do wiadomości, że w naszą wędrówkę mogą być wpisane kamienie, wyboje i upadki.
Bywa, że każdy z nich przyjmujemy jak osobistą porażkę, a o te kłody pod naszymi nogami często obwiniamy Ciebie – bo nie tak miało być, bo dlaczego na to pozwalasz? I tak idąc patrząc pod nogi, szukając łatwych i prostych szlaków gdzieś po drodze zatracamy cel naszej wędrówki.

Ktoś kiedyś powiedział, że nasza wędrówka przez życie podobna jest do górskiej wspinaczki. Jest ciężko – nogi odmawiają posłuszeństwa, w piersiach brak tchu,
pot spływa po plecach, ale kiedy zdobędziemy szczyt, duma rozpiera nasz umysł i ciało. Zmęczenie ustępuje, albo po prostu o nim zapominamy, bo co innego staje się ważne.
To piękno, które jest nagrodą za wszystkie trudy wędrówki pozwala nam uwolnić się
ze słabości ciała.

Był również w moim życiu moment, kiedy poczułam w sobie piękno takiej wędrówki – Wielki Piątek, droga krzyżowa na Tarnicę. W błocie, śniegu, wietrze. Tylko Ty Panie wiesz, jaki był to dla mnie trud. Ile momentów zwątpienia, słabości i myśli, że nie dam rady,
że nie zrobię już ani jednego kroku więcej. Jednak znalazłam siły, bo nie szłam sama.
Byłeś Ty, ale była też Weronika, Szymon i płaczące niewiasty. Dostałam pomocną dłoń, tabliczkę czekolady, słowa wsparcia i słowa współczucia. Na szczycie, u kresu drogi poczułam moc – siłę, radość i wiarę w siebie. Wtedy szłam dla Ciebie. Taki był mój zamysł. Ale pokonanie tej drogi umocniło również mnie.

Całe moje życie jest wędrówką do Ciebie. Daj mi proszę siłę do pokonywania słabości, odwagę do wstawania z upadków i stawiania kolejnych kroków. Pozwól też, żebym nigdy nie straciła z oczu celu. I bądź ze mną – w Szymonie, płaczących niewiastach, Weronice. Daj mi zauważać, że każdy człowiek, którego stawiasz na mojej drodze, to Ty.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Dźwiganie krzyża na Kalwarię została wyłączona

Cierniem koronowanie

„Witaj, Królu Żydowski”

Scena sprzed wieków. Jeden człowiek i przeciwko niemu cały tłum. Trudno wskazać kogoś, kto stanąłby w obronie wyśmiewanego.
Tak, Jezus był sam w tym prześmiewczym przedstawieniu. Na głowę włożono mu cierniową koronę, do ręki trzcinę zastępującą berło, a na plecy czerwony płaszcz mający zagrać królewską purpurę. Witaj, Królu Żydowski! Wyśmiano Go, choć na to nie zasłużył.

Niewiele się zmieniło przez te długie lata dzielące nas od tamtych wydarzeń. Dalej rozrywką tłumu jest wyśmiewanie jednostek. Stygmatyzowanie, przezywanie, opluwanie
i ośmieszanie złamało niejednego człowieka, bo niewielu jest takich, którzy w pokorze
i ze spokojem przyjmą słowa pogardy i śmiech, który rani równie mocno jak uderzenia bicza. Iluż to ludzi targa się na swoje życie, kiedy nie może już znieść tego braku szacunku, bycia przedmiotem żartów i urągań? Ilu młodych ludzi wie, co to znaczy być pośmiewiskiem całej klasy, szkoły? Internet bardzo pomaga w tym, żeby poczuć się przegranym.
To jedna strona tej historii. A druga?
Druga to bycie katolikiem w kraju katolickim – tak dziwnie tolerancyjnym, tolerancją wybiórczą i „poprawną politycznie”. W kraju, w którym zamiast korony cierniowej wkłada się na głowę wierzących moherowy beret i pokazuje palcami tych, którzy bronią wartości. W którym pozwala się na niewybredne żarty z ludzkich uczuć, krzyża, wyznania
i manipuluje prawdą, po to, żeby zdyskredytować to, co święte. Poniżyć, ośmieszyć, obrazić……
Wyśmiewanie wiary, opluwanie Kościoła to tak jak plucie w twarz Jemu.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Cierniem koronowanie została wyłączona

Biczowanie Pana Jezusa

„Ach, widzę Syna mojego, przy słupie obnażonego,
Rózgami zsieczonego!”

Zawsze, kiedy myślę o tej tajemnicy, widzę moment, kiedy bicz uderza w plecy, rani ciało, rozrywa skórę.  Ten widok przeraża. Zamykam oczy, tak jak na filmie, kiedy obrazy aż bolą. Chcę uciec od tego widoku, za trudny do zniesienia. Jeśli zamknę oczy i nie będę nic widziała, to może ból zniknie.

Odkrywam, że podobnie jest w moim w życiu, kiedy grzeszę zamykam oczy. Jestem
jak małe dziecko, które kiedy zasłoni oczy myśli, że jest niewidoczne. Jeśli ja zamknę oczy na mój grzech, to może on zniknie? Może nikt go nie zobaczy? Nikt, to znaczy On też nie. Logika dziecka.
Nic nie pomoże zamykanie oczu na prawdę. Każdy mój grzech jest jak uderzenie biczem, każdy rani i zadaje ból. Tak się dzieje, chociaż nie chcę tego widzieć.

Maryjo, widziałaś jak biczowano Twojego syna i widzisz jak my robimy to nadal.
Ranimy jego i siebie nawzajem.
My też jesteśmy Twoimi dziećmi, więc naucz nas żyć w przyjaźni i nie zadawać bólu nikomu. Żadnemu bratu ani siostrze.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Biczowanie Pana Jezusa została wyłączona

Modlitwa w Ogrójcu

„Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich!
Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!”

Panie Jezu…. Wiedziałeś jak trudna rolę wyznaczył Ci Ojciec. Przygotowywałeś się do tego
i wiedziałeś, że musi się spełnić to, co On przygotował, a jednak miałeś moment słabości. Może tak zwyczajnie, po ludzku bałeś się?
Łukasz ewangelista napisał, że Bóg zesłał anioła, żeby Cię umocnił. Wierzę, że to jest klucz do zrozumienia naszych rozterek, lęków. Bóg nie zostawia nas samych nawet
w najtrudniejszych momentach. Jemu trzeba oddać wszystko, oddać się Jego woli wierząc, że tak będzie lepiej.
A jednak…

A jednak moja słabość pokonała mnie. To był mój Ogrójec i próba dla mnie.
Pamiętna, koszmarna noc – czekanie, strach i bezsilność odbierająca wszelką siłę….
Nie mogłam zrobić nic. W myślach powtarzałam raz za razem „nie pozwól, żeby stała
jej się krzywda i spraw, żeby wróciła. Proszę, błagam, ulituj się…”
Tysiące złych obrazów i wyobraźnia, która pastwiła się nade mną. Mijające minuty
i kolejne godziny. Nie miałam siły na pacierz. Tylko to błaganie „ratuj ją”. Nie miałam
też ochoty zdać się na Twoją wolę Panie. Chociaż ustami powtarzałam „jeśli chcesz”,
to w sercu prosiłam, żebyś chciał tego co ja. Chciałam, żebyś to Ty moją wolę uczynił swoją. Błagałam, żebyś chciał jej powrotu tak bardzo jak ja.

Boże, tej nocy udowodniłeś mi jak dobra jestem w teorii i jak słaba w praktyce. Pokazałeś, jak ważne jest, żebym czuwała, nie usnęła i wciąż, poprzez modlitwę budowała zaufanie.
Dziękuję Ci za wszystko.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Modlitwa w Ogrójcu została wyłączona

Ustanowienie Eucharystii

 „Kto odczuwa pragnienie niech przyjdzie,
kto chce, niech wody życia darmo zaczerpnie”

Kiedy tłumy zgromadziły się na pustyni, aby słuchać Twojego głosu Panie, nie pozwoliłeś na to, by ktokolwiek ze zgromadzonych wracał do domu głodny. Wiedziałeś, że nie możesz tych ludzi odprawić bez jedzenia. Cud, jakiego dokonałeś pozwolił nakarmić wszystkich
do syta. Nikomu nie zabrakło i zastało jeszcze w nadmiarze. Może dla tych, którzy mieli dopiero nadejść? Dla tych, którzy jeszcze Cię nie poznali?
W tym czasie byłeś blisko swojego ludu, jednak miał nadejść czas, kiedy będziesz musiał odejść do Ojca. Na ten moment starałeś się przygotowywać swoich uczniów i kiedy nadeszły dni ostatnie zebrałeś wszystkich w wieczerniku, żeby przekazać im swój testament – zostawić im siebie. Żeby nie musieli się bać tego, że zostaną sami, bez Ciebie, bez Mistrza, który prowadził, nauczał, wskrzeszał, przebaczał…… Bez tego, który karmił.
Jezu, Ty wiedziałeś, że bez Ciebie będziemy czuli się zagubieni i opuszczeni. Nie chciałeś zostawiać nas samych, więc w wieczerniku zostawiłeś siebie.

„…. To jest Ciało moje. To jest moja Krew….”

A dając nam siebie stałeś się pokarmem dodającym siły na nasz ziemski czas.
Ty umacniasz, uzdalniasz do stawiania kolejnych kroków, dajesz spokój.
Czy można iść bez Ciebie? Można….
Można nie jeść, można głód zagłuszyć namiastką jedzenia, nasycić się po drodze byle czym, ale to nie wystarczy. Nie doda sił i nie wzmocni. Kto odczuł prawdziwy głód ten wie.

Boże, często zagłuszamy głód odwracając myśli od jedzenia. Tak też jest z Tobą. Zagłuszamy Twoją obecność odwracając się od Ciebie, zaczynając żyć po swojemu, karmiąc się byle czym.
Kiedy jednak cokolwiek innego zastępuje Ciebie, kiedy odchodzimy zbyt daleko, tracimy siły. Choć najczęściej trudno nam się do tego przyznać, to bez Ciebie naprawdę źle się idzie. Nie ma w nas spokoju, odwagi, mocy.
Jezu, daj nam zatęsknić. Przypomnij, kto jest prawdziwym pokarmem, prawdziwym życiem, kto daje siłę, uzdrawia, uzdalnia do rzeczy małych i wielkich. Stale nam o tym przypominaj. Daj nam odczuwać głód, daj nam zapragnąć…. i karm do syta.
Wiem, że dla nikogo nie zabraknie.

„Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało [wydane] za życie świata. […]
Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. […]
Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”.
J 6, 51. 54-58

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Ustanowienie Eucharystii została wyłączona

Przemienienie Pańskie na Górze Tabor

„To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”.

Jezu, Ty Syn Boży dostałeś ziemską matkę, śmiertelne ciało – nie wszyscy wierzyli
w Twoje Bóstwo. Nawet Ci, którzy byli najbliżej Ciebie wątpili. Bo jak ktoś zrodzony
z prostej dziewczyny, syn cieśli może wyrzucać złe duchy, pouczać biegłych w prawie
i głosić Królestwo?

Jednak Ty powoli wypełniałeś swoją drogę, Boży plan wobec Ciebie. Żeby umocnić uczniów przed tym, co miało nadejść, pozwoliłeś im uczestniczyć w Twojej przemianie
na Górze Tabor. Dałeś im siłę, choć początkowo się zlękli, ale dałeś też nadzieję.
Pokazałeś jak Bóg przemienia to, co cielesne w blask i chwałę, jak spełniają się słowa proroctwa. I sam Bóg przemówił:„To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”.

Ja też jestem dzieckiem Boga. Mam ziemskie ciało, ludzkie słabości, ale mam też nadzieję na przemianę. Wierzę, że przyjdzie obiecane Królestwo i otrzymam nowe życie. Moja dusza rozświetli się pięknem Bożej miłości w Jego bliskości.
W oczekiwaniu na ten czas proszę przemieniaj moje serce, moje myśli. Odrywaj je od tego, co przemijające, nie przywiązuj mnie do ziemskiego ciała, daj jasno widzieć cel i śmiało
do niego dążyć.

 

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Przemienienie Pańskie na Górze Tabor została wyłączona

Głoszenie królestwa i wzywanie do nawrócenia

„Mów do mnie Panie, chcę słyszeć Ciebie….”

Kiedy chodziłeś Jezu po tym świecie, pomagałeś żyć, budzić się z choroby, zmieniać myśli, zawracać ze złych dróg. Byłeś drogowskazem, wsparciem i nadzieją dla wielu. Głosiłeś to, za czym tęsknimy – Królestwo miłości i pokoju. Mówiłeś, że przyjdzie, że musimy czekać, wzywałeś do nawrócenia. Odszedłeś do tego Królestwa, żeby przygotować nam miejsce.
A my zamknęliśmy księgę i z paroma wspomnieniami mocnych słów Ewangelii żyjemy
po swojemu. Gubimy gdzieś wiarę w to, że Ewangelia nie jest martwą księgą,
lecz żyje. Każdego dnia na nowo słowa w niej zawarte budzą do życia tych, którzy chcą słyszeć, dają nadzieję błądzącym i pokazują, którędy droga. Trzeba tylko uwierzyć,
że każde zawarte w niej słowo jest drogowskazem. Trzeba podnieść to słowo, usłyszeć je sercem i pozwolić mu się prowadzić.
Nawrócenie, to wracanie do słów Ewangelii. Usłyszane kolejny i kolejny raz są jak maleńkie nasiona, które dzięki podlewaniu, pielęgnowaniu wzrosną.

A co jeśli, ktoś nie szuka i nie chce słyszeć? Mimo wszystko siejmy słowa, one kiełkują często w najgorszym ugorze, w piachu pustyni i na skale.
Słowa sobie poradzą, potrzeba tylko siewców.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Głoszenie królestwa i wzywanie do nawrócenia została wyłączona

Objawienie się Jezusa w Kanie Galilejskiej

„Nie mają już wina”

W tych prostych słowach zawarłaś Matko całą swoją troskę i zrozumienie dla będących
w potrzebie. Ty widzisz wszystkie problemy, łzy, smutek, niepewność. Nic nie muszę mówić. Tobie nie trzeba mówić, sama wyciągasz delikatną pomocną dłoń, opiekujesz się tymi, którzy nie potrafią, nie mają siły, którzy są samotni. Więc pod Twoją opiekę uciekamy się…. Synowi swojemu nas polecaj…..

„Niewiasto, jeszcze nie nadeszła moja godzina!”

Jezu, Twoja Matka prosi Cię o wsparcie dla tych, którzy są w potrzebie. Może to jeszcze nie jest ten czas. Sam wiesz najlepiej, ale jej Matczyne serce wie, że ktoś potrzebuje cudu teraz, zaraz i stanie się cud, jeśli Ty zechcesz. I jeśli będą słuchać Ciebie, jeśli uczynią wszystko, cokolwiek powiesz.

To jest właśnie gwarancją sukcesu – zawierzenie Jej miłości i pójście za Tobą. Słuchanie
i wypełnianie tego, co mówisz poparte Jej troską i opieką da nam osiągnąć cel, niebo, wieczność.
Jezu, choć nie wątpię w Twoją dobroć i miłosierdzie, to pozwól mi bym z Maryi uczyniła swoją orędowniczkę. Dałeś mi ją, jako matkę, więc chcę czuć się jak dziecko, które może skryć się w jej ramionach. Pozwól mi zawierzyć siebie jej wielkiej miłości.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Objawienie się Jezusa w Kanie Galilejskiej została wyłączona