Chrzest Jezusa w Jordanie

 „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” 

Jak wiele trzeba mieć w sobie pokory, żeby uniżyć się, poprosić kogoś o przysługę…
Ty Jezu nie musiałeś prosić o chrzest. Nie miałeś grzechu pierworodnego,
nie potrzebowałeś oczyszczenia i nawrócenia. A jednak poddałeś się prawu, poprosiłeś Jana o chrzest. Nie wywyższyłeś swojej osoby ponad niego, ponad tego, który chrzcił
z wody, choć Ty miałeś chrzcić Duchem Świętym.

Naucz mnie takiej pokory. Pokaż, że w niej jest właściwa droga. Naucz mnie prosić, zniszcz moją dumę i pychę. Naucz być blisko tych, którzy są słabsi ode mnie i nigdy nie pozwól na to, żebym wywyższała się ponad kogokolwiek.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Chrzest Jezusa w Jordanie została wyłączona

Odnalezienie Jezusa w świątyni

„Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie,
a tego nie zauważyli Jego Rodzice”

Jezu, Twoi rodzice nie zauważyli, że Cię nie ma. Co czuli gdy to odkryli? Strach, niepewność, rozpacz? Wypatrywali Cię wśród krewnych i znajomych, aż w końcu wrócili do Jerozolimy i tam szukali Cię trzy dni. Trzy długie dni.
A ja? Czy ja zauważam, że Cię gubię?
Gubię, stale to robię. I wciąż na nowo szukam. Kręcę się w kółko nie trzy ale czasami wiele, wiele dni. Czasem próbuję szukać na własną rękę, w różnych miejscach. A czasem pytam ludzi może oni coś wiedzą, może Cię znają? Błądzę, wołam, szukam, złoszczę się…….
Bo bez Ciebie tak ciężko się idzie.

„Lecz On im odpowiedział: „Czemuście Mnie szukali?
Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?”

Przecież wiem, gdzie Cię znaleźć, a wciąż o tym zapominam. Zawsze tam jesteś i czekasz
na mnie. W domu Ojca. Wystarczy wejść. Malutka lampka przypomni o Twojej obecności, konfesjonał obudzi we mnie życie, a Eucharystia, jak lekarstwo doda sił do dalszej drogi. Dlaczego o tym zapominam?

 „A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu”

Czy dlatego Tak często Cię gubię, że nie słucham, nie słyszę? Wiem, czasem
po prostu brakuje mi wiary, ufności. Czasem mi „nie po drodze” z Twoją wizją mojego życia. Ale chcę tak jak Maryja – słuchać uważnie tego, co do mnie mówisz.
Nawet, jeśli dziś nie rozumiem, nawet jeśli czasami wątpię, to chcę zachowywać
to wszystko w sercu i móc do tego wracać, rozważać i wzrastać…..

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Odnalezienie Jezusa w świątyni została wyłączona

Ofiarowanie Pana Jezusa

„Ofiaruję Tobie Panie mój…”

Ofiarować swoje dziecko Bogu, ofiarować  siebie…
Tej decyzji przyświeca myśl, że oddanie Bogu pod opiekę da nam poczucie bezpieczeństwa. Dobry Bóg otoczy nas swoim płaszczem i w jego cieple będziemy mogli w spokoju realizować swoje plany. W poczuciu dobrze rozegranej karty będziemy mogli spać spokojnie. Nasza wizja ofiarowania……

Maryja ofiarowuje swojego jedynego syna Bogu i pozwala mu działać. Nie jej wola,
nie jej bezpieczeństwo, nie jej plany mają się spełnić. Ofiarowuje Bogu wszystko,
co ma się wydarzyć – ból matki, patrzącej na cierpienie dziecka.
Przepowiednia Symeona wkrótce przecież się wypełni.

Ofiarować Bogu siebie,dziecko, rodzinę, to co ma się  najcenniejszego to znaczy powiedzieć „tak” Jego woli. To znaczy ufać i oddać mu wszystko, nie oczekując prostych dróg.
Nie licząc na to, że w zamian Bóg usunie wszystkie kamienie spod naszych nóg.
Ofiarować Jemu swoje życie, to przyjąć WSZYSTKO to, co dla nas przeznaczył,
to być narzędziem w Jego rękach. To iść czasem ścieżką wyzwań i pod wiatr,
to być wytykanym palcami, może wyśmiewanym, może odrzuconym. To być innym,
być kimś, kto niestrudzenie będzie dążył do PRAWDY. Kimś, kto zgodzi się,
żeby to On działał przeze mnie.
Nie mogę o tym zapominać. Muszę mieć świadomość, co znaczy ofiarować swoje życie Bogu. Pytanie, czy mam odwagę wziąć to na siebie?

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Ofiarowanie Pana Jezusa została wyłączona

Narodzenie Pana Jezusa

„Mary, did You know…?”

Jesteś Mario w drodze i nie wiesz gdzie się zatrzymać.  Wiesz, że lada moment urodzisz dziecko.
Jest stajenka – w niej na świat przychodzi Król.

Czy wiedziałaś Mario, że ten, który narodził się w ubogiej stajence będzie po wszystkie czasy w sercach wielu? Czy całując swoje dzieciątko wiedziałaś, że całujesz twarz Boga?
Czy wiedziałaś, że Twój syn będzie zamieniał wodę w wino, chodził po morzu, wskrzeszał umarłych, uzdrawiał chorych, odpuszczał grzechy? Czy patrząc na to maleństwo wiedziałaś, jakie będzie Jego Życie?

Dzisiaj, gdy patrzę na uciekinierów z Syrii, Afganistanu, Palestyny, Erytrei,
to zastanawiam się ile dzieci narodzi się w drodze. Ile dzieciątek przyjdzie na świat
w namiotach Caritasu, na łodziach przemytników, w ośrodkach dla uchodźców?
Nie wierzę w to, że zawsze znajdzie się dogodne miejsce.
I nie chcę nawet myśleć o strachu, jaki towarzyszy matkom tych rodzących się dzieci,
lęku o ich życie, bezpieczeństwo, zdrowie i przyszłość. Dodatkowo będzie im zimno,
bo to przecież nie ich klimat. Będzie ubogo, bo wędrują tylko z ułamkiem swojego majątku.
I będzie niepewność – w obcym kraju, bez znajomości języka, bez swojego miejsca
„na stałe”. Nie wiedzą jaki los czeka ich dzieci.
Kim będą Ci najmniejsi wędrowcy? Jaki plan ma dla nich Bóg?
Panie Boże, daj wszystkim tym matkom wiarę w to, że nie miejsce urodzenia decyduje
o wielkości i przyszłości człowieka. Daj im siłę i pozwól trwać w nadziei.
Opiekuj się nimi i przypominaj tym przestraszonym kobietom, że Król narodził się w małej stajence.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Narodzenie Pana Jezusa została wyłączona

Nawiedzenie św. Elżbiety

„Przeto wszystkie narody, co ziemię osiędą, odtąd błogoslawioną mnie nazywać będą”

Udałaś się Maryjo z pośpiechem do swojej krewnej Elżbiety. Chciałaś jej pomóc, bo była
w podeszłym wieku, a spodziewała się przecież dziecka. Tam spotkała Cię niespodzianka.
Elżbieta znała Twoją tajemnicę! Ona pierwsza nazwała cię błogosławioną, przywitała Cię jak Matkę swego Pana.
Jakaż to musiała być radość móc porozmawiać z kimś o łasce, jaką otrzymałaś. Z kimś,
kto nie zdziwił się, nie zapytał jak to możliwe, z kimś, kto uwierzył. Jaka to ulga móc podzielić się z kimś noszoną pod sercem Tajemnicą.
Maryjo, to Elżbieta pomogła Tobie. To przed nią wyśpiewałaś skierowany ku Bogu Magnifikat.

Ciężko uwierzyć człowiekowi, który mówi o realnym spotkaniu z Bogiem. Ciężko, tak bez cienia wątpliwości przyjąć, że ktoś spośród nas, ktoś taki jak my, a często słabszy,
w naszych oczach „byle jaki” doświadcza od Boga niesłychanych łask. Słyszy, rozmawia
z Nim, otrzymuje dary którymi zadziwia. Święty o. Pio, święta siostra Faustyna……..
Kto tak od razu uwierzył w to, co przygotował dla nich Pan?
Boże pozwól mi wyjść do ludzi i być dla nich pomocą. Pozwól usłyszeć to, co chcesz mi przez nich powiedzieć.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Nawiedzenie św. Elżbiety została wyłączona

Zwiastowanie NMP

„Matko od Ciebie się uczę powtarzać Bogu co dzień AMEN”

Byłaś Maryjo zwykłą dziewczyną, miałaś obiecanego męża, zaplanowaną przyszłość u jego boku. Bóg zweryfikował te plany. Posłał do Ciebie Anioła Gabriela, żeby powiedział o tym, jak On widzi Twoje życie. Anioł zaskoczył Cię już pierwszymi słowami „bądź pozdrowiona, pełna łaski….”. Co mogą znaczyć te słowa? Zmieszałaś się. „Nie bój się Maryjo, znalazłaś łaskę u Pana” – Anioł wyczuł Twój strach. „Oto poczniesz i porodzisz syna…”  W tym momencie, po ludzku rzecz biorąc strach powinien być jeszcze większy, ale Ty z pokorą spytałaś tylko  „jakże się to stanie, kiedy nie znam męża?”

Do mnie Panie też posyłasz Anioły. Mówisz mi o swoich planach, o tym czego oczekujesz, kim mam być i jakie zadanie dla mnie przygotowałeś. A ja, jak Maryja pytam o to jak mi się to stanie, skoro nie znam, nie umiem, nie wiem….. Tylko, że mi brak tej pokory, którą miała dziewczyna z Nazaretu. Uciekam od Twojej drogi, wykręcam się i mówię o swoich pomysłach na życie. Boję się przyjąć Twój plan tak po prostu, bez zastrzeżeń. Może są nawet takie momenty, kiedy chciałabym powiedzieć „oto ja”, ale ogarnia mnie lęk, widzę własną słabość, nieudolność. Myślę sobie, to musiałby być cud, żebym ja….

A Ty, żeby umocnić mnie w wierze wskazujesz na Elżbietę. Ona też była nieudolna, niepłodna, dla wielu gorsza. Sprawiłeś, że stała się matką w swej starości. I tym przykładem przypominasz mi, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Mówisz mi – znalazłaś łaskę, masz moją łaskę, tylko pójdź za moim głosem.

Spraw Panie, żebym zaufała, żebym powiedziała „oto ja…”. Daj mi odwagę wyrzeczenia się swoich planów i przyjęcia Twoich, oddania swojego życia Tobie. Daj mi wiarę w to, że Ty nigdy nie pozostawiasz samego tego, kto chce pełnić Twoją wolę i dajesz mu tyle łask, ile tylko potrzebuje.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | 2 komentarze

Smutna wiara

Wierząca i praktykująca od zawsze. Poszukująca od niedawna. Dziś dzień po dniu na nowo, od początku, dla siebie odkrywam istotę wiary i patrząc wstecz zauważam, jak smutna była ta moja dotychczasowa wiara. Obowiązkowa, wyuczona i bezrefleksyjna. Przekazana przez rodziców, przyjęta bez emocji, obojętnie. Tak uważam dziś, ale wtedy nie była wcale jakimś przykrym obowiązkiem. Była częścią mojego życia, tak jak każda tradycja. Była i już, nie było nad czym dyskutować. Szłam z nią przez życie wypełniając, spełniając i przestrzegając. Smutna wiara.

Aż nadeszła burza. W strugach deszczu łez szukałam schronienia, zadawałam pytania
i prosiłam o siłę. Nie słyszałam odpowiedzi. Więc krzyczałam i dalej płakałam.
I powoli, powolutku uczyłam się słyszeć i czuć. Budziłam się do życia w wierze.
Nowego życia. Przebudzenie nie przyszło nagle. Dni bez odpowiedzi i puste myśli uczyły mnie pokory i cieszenia się ciszą. Bo tylko w ciszy można usłyszeć to, co dzieje się w sercu. Moje budzenie się przychodziło w lekkim powiewie….

Był taki dzień, kiedy w prywatnej modlitwie, w pustym kościele poczułam, że On tam jest,
a ja jestem wreszcie w domu. To było mocne odczucie i otwarcie oczu.
A później przyszedł czas na różaniec. Najpierw wstydliwie, dyskretnie. Z czasem zaczął
ze mną „być”. Dziś jest fizycznie – sznurek z koralikami – w torebce, kieszeniach, samochodzie i duchowo, w codziennej modlitwie. Te fizyczne przypominają o sobie, chociaż ja nie zapominam. Ale nawet, kiedy na nie patrzę – uspokajają.
Aż w końcu nadszedł dzień, kiedy chyba po raz pierwszy w życiu zatęskniłam za Eucharystią. To było niesamowite i porażające uczucie. Wręcz fizyczna tęsknota. I to było jak grom
z nieba. To nadal trwa. Nie towarzyszy mi co dzień, ale często, w różnych momentach.
I po tym wszystkim odkryłam radość. To była sobota i ta wspaniała myśl, że jutro jest niedziela. NIEDZIELA – Jego dzień, Jego święto, Jego zaproszenie dla mnie. Radość Eucharystii. Uczucie nie do opisania. Nawet nie próbuję. Ono jest tak osobiste i tak dla mnie nowe, że wracam często w myślach do tamtej chwili – do radości sobotniego wieczoru.
Ta radość rozjaśnia od środka.

I jest jeszcze coś. Modlitwa. Temat trudny, bo modlitwa to nie klepane paciorki. Tak jakoś mocno to czułam, że szukałam. Chciałam się modlić sercem, ale zupełnie nie wiedziałam jak. Dziś wiem. To taki dar, który w sobie pielęgnuję. Choć próbuję przez cały dzień,
to z utęsknieniem czekam na wieczór – na nasze wieczorne tete-a-tete. Zanurzam się wtedy w noc, jej ciszę i opowiadam Jemu o całym dniu, o swoich planach na kolejne, pytam
o zdanie, poradę, przepraszam za to, co złe i dziękuję za wszystko, co otrzymałam.
To są takie chwile, kiedy bardzo czuję, że On ze mną JEST. I to jest moja radość.

 

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | 2 komentarze

Dlaczego nie zaprosili?

…..widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy
i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami…..

A mogło być tak: Panie, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami. Wyrzuca złe duchy w imię Twoje, więc może zaprosimy go do nas? Może pójdzie dalej z nami, z Tobą?

Chodzę Panie z Tobą. Tak mi się przynajmniej wydaje. Staram się, próbuję a nie potrafię wyrzucać w imię Twoje złych duchów. Dlaczego więc z patrzę złym okiem na tych, którzy potrafią? Dlaczego oceniam, klasyfikuję i wiem lepiej, kto powinien a kto nie powinien czynić takich cudów? Może to zazdrość, a może moja słabość? Może oni mimo wszystko idą z Tobą bardziej niż ja? Może tylko nie potrafią jeszcze otwarcie przyznać, że chcą Twej drogi? Dlaczego odmawiam im prawa do czynienia dobra? Może to od nich powinnam uczyć się zawierzenia i ufności a nie zamiast zapraszać – odstraszać, zamykać drogę, podejmować decyzję za Ciebie i oceniać kto jest godzien, kto może….

Tak, wiem – powinnam zapraszać do kroczenia z Tobą.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Jeden komentarz

Matczyna miłość

Łk 8, 19-21

Wtedy przyszli do Niego Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego
z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: „Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą”. Lecz On im odpowiedział: „Moją matką i moimi braćmi są ci,
którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je”.

Jak się czuje matka, która nie może zobaczyć się ze swoim dzieckiem? Co może pomyśleć, kiedy usłyszy słowa podobne do tych, które wypowiedział Jezus?

W kontekście tego fragmentu Ewangelii pomyślałam o matkach, które kurczowo trzymają swoje dzieci przy sobie. O tych, które wychowują dorosłych Piotrusiów Panów i delikatne, choć często kapryśne księżniczki (choć te chyba rzadziej). Pomyślałam o matkach, które nie są w stanie nawet wyobrazić sobie, że ich miejsce może (powinien) zająć ktoś inny.
Wiele mówi się o pokoleniu niedojrzałych dorosłych, nieodpowiedzialnych
i niesamodzielnych. Takich, którym dobrze, wygodnie mieszka się u mamusi, którzy są przez nią tak „zaopiekowani”, że nikt nie jest w stanie zrobić tego lepiej. Takich, którzy nie potrafią żyć bez tej bezwarunkowej miłości jaką daje mama. Dorosłe życie każdego z nich jest tak naprawdę życiem pełnoletniego dziecka niedojrzałej mamy. Dlaczego? Dlatego,
że ich mamy nie pozwoliły swoim dzieciom odejść.

Myślę, że niektórym mamom wypadałoby przypomnieć, że ich wielka miłość nie może zatrzymywać dziecka przy sobie, że przychodzi moment, kiedy trzeba stanąć z boku, odsunąć się choćby na wyciągnięcie ręki. Trzeba uzmysłowić im, że prawdziwym aktem miłości będzie powtórne odcięcie pępowiny i pozwolenie na to, by matką i bratem stał się mąż lub żona.

Wszystkim mamom niedorosłych ale też i dorosłych już dzieci polecam książkę Pana Wojciecha Jaronia „Byłam przyjaciółka diabła”.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Matczyna miłość została wyłączona

Bóg nie przychodzi z kopertą

 

Nie wiem jak to opisać. Wyjdzie zapewne nieudolnie, ale spróbuję, bo jakoś tak bardzo mocno dotarło do mnie, że Bóg daje, a my nie umiemy brać.

Pewna osoba bardzo potrzebowała wsparcia finansowego. Modliła się o to niezwykle żarliwie, z ufnością. Wiedziała, że Bóg się nią zaopiekuje.
Była też druga osoba, która chciała pomóc, ale nie wiedziała jak. Rozmyślała nad tym usilnie, pytała Boga i dostała jasną, czytelną odpowiedź, wręcz wskazanie, przynaglenie.
Udało jej się zebrać pewną kwotę i udała się do pierwszej osoby.
Kiedy chciała przekazać pieniądze, usłyszała, że potrzebująca osoba nie może ich przyjąć, bo…. (tu kilka powodów na nie).

Refleksja:
* Jeśli prosisz Boga o pomoc, nie czekaj na to, że sam osobiście się pofatyguje.
Od tego ma ludzi.
* Jeśli czekasz na realną pomoc, to pozwól mu działać po swojemu.
Zadziała na pewno niestandardowo.
* Jeśli wierzysz w Niego, to uwierz również w to, że ludzie naprawdę są tylko narzędziami
w Jego rękach. Pomaga ON.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Bóg nie przychodzi z kopertą została wyłączona