Zrezygnować z siebie

Kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie,
niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!

Zaprzeć się siebie, oderwać się od mojego „ja”, od wyobrażenia o osobie, od tego wszystkiego, co w sobie, dla siebie stworzyłam, co budowałam, nad czym pracowałam.
Zaprzeć się, to jakby uznać, że nie tak ma być, nie taka mam być. Zbudować nowe „ja”.

Ileż to razy byłam z siebie niezadowolona, krytykowałam własną, wybraną osobiście drogę?Ile razy kreśliłam w myślach obraz innych wyborów, innych dróg, którymi chciałabym pójść? Dokonywałam rachunku zysków i strat widząc własną nieudolność?
Wiele, wiele razy narzekałam i narzekam na swoją słabość, nieporadność, niemoc. A jednak wciąż trwam w tym swoim „ja”. Dlaczego?

Zaprzeć się siebie, to tak, jakby zacząć od nowa. Z wiarą w to, że będzie lepiej. Jego droga, Jego ślady, po których mam iść dają przecież nadzieję na to, że nie będę z siebie niezadowolona. Dążenie do bycia kimś takim jak On daje wręcz gwarancję bycia lepszym.
Gdzie więc tkwi problem, co mnie trzyma przy moim starym „ja”?
Dlaczego tak trudno zaprzeć się siebie, tego krytykowanego przez samego siebie SIEBIE?

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Zrezygnować z siebie została wyłączona

Chory przed drzwiami Kościoła

Wiele lat temu, na lekcji religii siostra Jolanta zapytała dzieci co zrobiłyby, gdyby idąc
w niedzielę do kościoła na ostatnią Mszę Świętą zobaczyły na ulicy chorego człowieka? Oczywiście udzielenie mu pomocy wiązałoby się z opuszczeniem mszy.
Trzeba było widzieć tę burzę mózgów, która przetoczyła się przez salę. Świeżo nabyte nauki mocno kierowały nas ku kościołowi. Byliśmy tuż przed przyjęciem Pierwszej Komunii Świętej.W głowie dźwięczało przykazanie o czczeniu dnia świętego, lęk przed jego złamaniem i myśl, że przecież to ostatnia Msza Święta tego dnia!

Bardzo dobrze pamiętam siostrę Jolantę, salkę w której odbywały się lekcje religii
i ogromne (tak to wtedy widziałam) schody przed wejściem do kościoła. Co więcej zapamiętałam z czasu przygotowania do I Komunii Św.? Niewiele. Jednak tę burzę mózgów bardzo. Przez te trzydzieści sześć lat dzielące mnie od tamtych chwil wiele razy przypominałam sobie naukę płynącą z pytania siostry. W oczach do dziś mam obraz chorego leżącego przy schodach kościoła i wyjaśnienia naszej katechetki, że Bóg jest w tym człowieku, że tak naprawdę nie ma Go teraz w kościele i jeśli tam pójdziemy, to nie spotkamy Go. Bo On czeka na nas w tym potrzebującym.

Wtedy była to bardzo trudna i nie do końca zrozumiała nauka. Młode serduszka rwały się do Kościoła, na Mszę Świętą i baliśmy się, że opuszczając ją zawiedziemy Boga.
Dziś, kiedy wielokrotnie sama ze sobą, ze znajomymi i nieznajomymi „przerabiam” temat imigrantów przypominają mi się słowa siostry: „Bóg czeka na Was w tym człowieku”.
I dochodzę do wniosku, że tak „śpieszy” nam się do kościoła, że nie zauważamy, że przy jego drzwiach leży człowiek. Chory, potrzebujący.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Jeden komentarz

„Kiedy się kogoś kocha, ten drugi ktoś nigdy nie znika”

Jezus odchodzi, mimo że tłum będący świadkiem cudów jakie czynił próbował Go zatrzymać. Bywa, że ja też chciałabym mieć Go tylko dla siebie.
Gdyby jednak w jakiś niewiarygodny dziś sposób spełniło się to moje „chcenie”
to, czy nie zapragnęłabym stworzenia kółka wzajemnej adoracji?
Tak, adorowałabym Go po to, żeby czuć też Jego adorację. Patrzyłabym z uwielbieniem
i oczekiwałabym, że to dla mnie będzie czynił cuda, spełniał prośby, uzdrawiał, rozmnażał ryby, zamieniał wodę w wino.
On jednak nie przyszedł tylko dla mnie, tylko do mnie……

„Lecz On rzekł do nich:
Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym,
bo na to zostałem posłany”

Nie mogę zatrzymywać Go tylko dla siebie. Dziś, kiedy jest już w domu Ojca to mi przypada w udziale głoszenie Dobrej Nowiny. Zasłaniam się czasem tym, że nie potrafię, nie mam odwagi, są inni, lepsi. Ale czy w ten sposób nie odbieram szansy tym, którzy czekają, błądzą, szukają i tym, którzy są gdzieś daleko? Muszę iść i nieść Go ze sobą, bo na to zostałam posłana.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania „Kiedy się kogoś kocha, ten drugi ktoś nigdy nie znika” została wyłączona

Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia

Kiedy zaczynam wątpić w to, że mogę jeszcze wiele osiągnąć, wracam do tego,
co osiągnęłam po przekroczeniu czwartej dekady życia.

  • Zajęłam się pisaniem i publikowaniem tego, co napisałam
  • Zaczęłam jeździć samochodem
  • Nauczyłam się pływać
  • Uwierzyłam, że mogę śpiewać – śpiewam w chórze
  • Kupiłam samochód

A tuż przed czterdziestką spełniłam swoje malutkie marzenie, jakim było uczestniczenie
we wczasorekolekcjach dla dzieci. Oczywiście jako opiekun, nie uczestnik 🙂

Wypunktowałam to sobie tak na wszelki wypadek, gdyby dopadł mnie zanik pamięci
lub jakieś „niepamiętające zniechęcenie”, które czasem włazi z butami do mojej głowy.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia została wyłączona

Dwie wskazówki do zbawienia

(Jk 1,17-18.21b-22.27)
Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępują z góry, od Ojca świateł, u którego nie ma przemiany ani cienia zmienności. Ze swej woli zrodził nas przez słowo prawdy, byśmy byli jakby pierwocinami Jego stworzeń.
A przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo,
które ma moc zbawić dusze wasze.
Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami
oszukującymi samych siebie.
Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata.

*

Tylko tyle i aż tyle.
Wsłuchaj się w słowo. Ono w Tobie już jest.
Przyjmij to, co On dał i wciąż daje Ci z miłości.
Niech to słowo żyje dziś, jutro, pojutrze.
Niezapomniane.
Niech wciąż brzmi w uszach i pobudza do działania.
Niech skieruje Cię ku potrzebującym, niech uchroni przed złem.

Piękny jest ten list świętego Jakuba Apostoła.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Dwie wskazówki do zbawienia została wyłączona

Nie wolno Ci

„Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu, z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi:
Nie wolno ci
mieć żony twego brata”

Jan powiedział to co czuł,  co uważał za słuszne, przywołał prawo. Miał w sobie odwagę, żeby zwrócić uwagę Herodowi. Nie bawił się w ubieranie słów i dyplomację. Powiedział wyraźnie: ” Nie wolno ci”. Dlaczego to zrobił? Przecież musiał mieć świadomość tego,
na co się naraża.

Czy ja tak potrafię? Czy umiem powiedzieć temu, kto źle  postępuje: „stop, nie rób tak, nie wolno Ci”? Dlaczego tego nie robię? Ze strachu, dla świętego spokoju, ze źle pojętej zasady niewtrącania się w czyjeś życie? I czy umiem powiedzieć tak samej sobie?

Na krzyżu misyjnym kościoła na warszawskich Jelonkach przeczytałam wczoraj:
„Ratuj duszę swoją i brata swego”. Idealne podsumowanie do dzisiejszej Ewangelii.

 

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Nie wolno Ci została wyłączona

Wizerunek Kościoła

Najpierw nowocześnie. Jadę autobusem, ze mną siostra zakonna. Chyba franciszkanka sądząc po habicie. Nie rozmawia z nikim, nie drzemie i nie prowadzi telefonicznego dialogu. Różańca też nie odmawia. Ale wyjmuje tablet i …. modli się Liturgią Godzin.

A teraz tradycyjnie. Jadę metrem. Jak zwykle rano – tłok, kolorowo, różnokulturowo. Obok mnie stoi chłopak. Przystojny, wiek studencki. W ręku trzyma różaniec i w cichej modlitwie przesuwa paciorek po paciorku. Po przeciwnej stronie stoi drugi, w podobnym wieku. Typ zabijaki. Coś czyta. Z zaciekawieniem podglądam – „Dzienniczek” Siostry Faustyny.

Mówią, że Kościół się starzeje, nie idzie z postępem. Mówią, że młodzi od Kościoła uciekają, bo kto chciałby żyć tak, jak on naucza. Mówią, że Kościół to mohery
i ciemnogród.

Niech sobie mówią 😉

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Wizerunek Kościoła została wyłączona

Biczowanie

Rozważam drugą tajemnicę bolesną. Biczowanie.
Widzę ten moment, kiedy bicz uderza w plecy, rani ciało, rozrywa skórę.  Ten widok przeraża. Zamykam oczy, tak jak na filmie, kiedy obrazy aż bolą. Chcę uciec od tego widoku, za trudny do zniesienia. Jeśli zamknę oczy i nie będę nic widziała, to może
ból zniknie.

Odkrywam, że podobnie jest w moim w życiu, kiedy grzeszę zamykam oczy. Jestem jak małe dziecko, które kiedy zasłoni oczy myśli, że jest niewidoczne. Jeśli ja zamknę oczy
na mój grzech, to może on zniknie? Może nikt go nie zobaczy? Nikt, to znaczy On też nie. Logika dziecka.

„To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech…..”

No właśnie – nic nie pomoże zamykanie oczu na prawdę. Każdy mój grzech jest jak uderzenie biczem, każdy rani i zadaje ból. Tak się dzieje, chociaż nie chcę tego widzieć.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Biczowanie została wyłączona

O. Grzegorz o niewiernym Tomaszu

Półtora miesiąca temu przeczytałam coś, co „przeorało” moje myślenie. Właściwie
to „oranie” trwa. Wracam do tego tekstu co kilka dni, a w myślach niemal codziennie.
Dlatego też przyszło mi do głowy, żeby się nim podzielić.
To, co przeczytałam zmieniło moje patrzenie na drugiego człowieka, odebrało samozwańcze prawo do oceniania innych i uzmysłowiło, że często raniłam (świadomie lub nie) sypiąc sól na już istniejące rany.

„Gdyby tak odważyć się i stanąć przed Drugim i spytać go o rany.
Kiedy zobaczyłbym ranę Drugiego, nie byłbym w stanie już zaatakować.”

Niby to oczywiste, że nie kopie się leżącego, ale najpierw trzeba po prostu zauważyć,
że ktoś leży. Albo inaczej – uwierzyć w to, że każdy ma jakieś rany. One są, mimo,
że ich nie widać, bo najczęściej są zasłonięte przed wzrokiem innych, są niewidoczne
dla przypadkowego Tomasza. Niemniej jednak to, że my ich nie widzimy nie zmienia faktu,
że bolą. A moje „niewidzenie” nie zwalnia mnie z odpowiedzialności za zadawany przeze mnie ból. Muszę uwierzyć, że każde moje słowo może powiększyć istniejące już rany,
każda obojętność może być solą a każde włożenie palca może być śmiertelnym ciosem.

Czy muszę dotknąć, żeby uwierzyć?

Całość na blogu o. Grzegorza Kramera, któremu bardzo dziękuję za ten wpis.
https://kramer.blog.deon.pl/2015/07/03/rozdwojony/

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania O. Grzegorz o niewiernym Tomaszu została wyłączona

Być Aniołem

Kiedy zobaczyłam dla ilu osób byłam ostatnio Aniołem, wyzbyłam się fałszywej pokory.
Nie przez swoje zasługi, ale przez to, że widziałam w tym Boże prowadzenie. Zobaczyłam szeroko otwartymi oczami, że naprawdę nie trzeba przenosić gór, sypać złotem i stawać
na głowie, żeby stać się dla kogoś dobrym duchem. Wystarczy dobre słowo, malutki gest, odrobina, naprawdę odrobina dobrej woli, czasu, żeby dać komuś promień słońca, nadzieję, chwilę radości. I później ten ktoś może te momenty długo pielęgnować, wracać do tych chwil i od nowa budować w sobie radość, wiarę w przyszłość.
A jaka to radość dla mnie widzieć radość, uśmiech drugiego człowieka, kiedy mówi „dziekuję”.
Doprawdy nie wiem, kto czerpie więcej….

Tak niewiele trzeba, żeby być Aniołem.

Ps. Chociaż to nie jest piosenka dla Anioła, to tak ładnie się kojarzy.

Zaszufladkowano do kategorii krok po kroku, czyli wszystkie wpisy | Możliwość komentowania Być Aniołem została wyłączona